Nowe życie ursynowskiego hotelu „Motolux”?

Choć Ursynów kojarzy się większości z blokowiskiem oraz ewentualnie z lasem i domkami w zachodniej części dzielnicy, to posiada on jednak kilka starszych i młodszych zabytków. Jeden z mniej znanych ciekawych obiektów znajduje się w Krasnowoli, przy ul. Poloneza 48 i całkiem niedawno przeszedł on całkowitą metamorfozę. Tylko czy jest to nadal ten sam budynek?

Chodzi mi oczywiście o przedwojenny hotel pracowniczy firmy „Motolux”. Budynek powstał pod koniec lat 30. XX wieku jako hotel dla pracowników fabryki, która znajdowała się po sąsiedzku, gdzieś między ul. Poloneza i ul. Gawota. Fabryka „Motolux” wywodziła się od warsztatu założonego przez Jana Szala przy ul. Huculskiej 6, który zajmował się początkowo produkcją części do silników lotniczych oraz oprzyrządowania, ale z czasem rozwinął produkcję i stał się jednym z pionierów nowoczesnych rozwiązań – jednym z produktów zakładu był tzw. synchronizator, czyli urządzenie synchronizujące karabin i śmigło samolotu. Jego fabryka wyprodukowała także trzy gondole do polskiego balonu stratosferycznego „Gwiazdy Polski”. Fabryka przeniosła się najpierw do przybudówek warsztatowych przy ul. Konstruktorskiej 17, a następnie do znacznie większych zabudowań w Grabowie-Krasnowoli, właśnie przy ul. Poloneza. Powstała tutaj fabryka oraz właśnie rzeczony hotel dla pracowników. Zakład stanowił zaplecze konstrukcyjne i projektowe dla krajowych producentów samolotów i samochodów – PZL, RWD czy PZInż – a w realizacji zamówień pozwalało mu przeszło sto obrabiarek.

Hotel Motolux (2015)
Hotel Motolux (2015)

Zakład uległ jednak całkowitemu zniszczeniu w czasie II wojny światowej, a dawny hotel przekształcono w budynek komunalny – z racji peryferyjnego położenia na mapie ówczesnej Warszawy budynek wykorzystywano do przesiedlania tutaj wszelkiej maści elementu z szemranych dzielnic, przez co budynek popadał w powolną ruinę, aż został całkowicie wysiedlony w 2000 roku. Przez kilkanaście lat stanowił obraz nędzy i rozpaczy, zniknął w dodatku za ścianami Południowej Obwodnicy Warszawy oraz nasypem wiaduktu w ciągu ul. Kujawiaka nad rzeczoną drogą ekspresową. Przez wiele lat sądziłem nawet, że budynek rozsypie się ze starości i zdjęcia ruin będą ostatnimi, jakie zostaną wykonane tej kamienicy. O dziwo, tak się jednak nie stało.

Villa Poloneza (2018)
Villa Poloneza (2018)

Już w 2014 roku poszukiwacze przygód i miejsc opuszczonych zauważyli, że działką interesuje się jakiś inwestor, a zdewastowany budynek został dodatkowo zabezpieczony i ogrodzony. Okazało się niedługo, że deweloper Summa Development podjął się przebudowy obiektu na budynek mieszkalny wielorodzinny – projekt budynku opracował Rafał Sieraczyński z zespołem z pracowni RYSY Architekci, a w nadbudowanym do trzech pięter budynku – ostatnie ulokowano w mansardowym dachu – znalazło się ostatecznie 14 lokali mieszkalnych. Prace budowlane zostały ukończone w 2017 roku i w ten sposób dawny hotel przemienił się w budynek „Villa Poloneza”.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pojawia się jednak pytanie, na ile zachowane zostały oryginalne elementy budynku. Zdjęcia lotnicze oraz znalezione przeze mnie zdjęcia z okresu budowy nie pokazują co prawda, jakoby obiekt miał zostać znacznie lub całkowicie rozebrany, to jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się budynkowi pierwotnemu oraz efektowi końcowego widać sporo różnic. Co prawda bryła budynku jest bardzo podobna, ale całkowicie przemurowane są otwory okienne, a od strony wschodniej zniknęło także załamanie muru. Cegły również wyglądają na nowe lub przynajmniej znacznie odświeżone. Wnętrza także najpewniej wykonano na nowo, bo z forów można dowiedzieć się sporo o dziurawych stropach. Na ile więc budynek jest oryginalny, a na ile nowy? Trudno powiedzieć. Ale może ktoś wie więcej i zechciałby się podzielić?

Sporo zdjęć budynku można znaleźć na stronie architekta, ponadto kilka zdjęć z okresu budowy udało mi się znaleźć na forum Skyscraper City – na przykład tutaj i tutaj.

Reklamy

Profesorska willa Kamińskich

Osiedle „Kolonia Profesorska”, położone w rejonie ul. Myśliwieckiej i ul. Górnośląskiej jest dość dobrze znane i bywa popularnym celem rekreacyjnych spacerów. Kolonia najlepiej prezentuje się jako całość, patrząc na niej z różnych perspektyw, ale niektóre wille same w sobie również są dziełami sztuki. Nic dziwnego, w końcu dla siebie projektowali je artyści i architekci.

Willa Kamińskich, ul. Myśliwiecka 10
Willa Kamińskich, ul. Myśliwiecka 10

Jedną z ciekawszych willi jest z pewnością willa Zygmunta Kamińskiego przy ul. Myśliwieckiej 10. Willa powstała w latach 1926-1928 jako dom własny grafika oraz malarza Zygmunta Kamińskiego, profesora Politechniki Warszawskiej i projektanta obecnie obowiązującego Godła Rzeczypospolitej Polskiej, oraz jego małżonki Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej, autorską wielu znanych warszawskich rzeźb, pomników oraz nagrobków. Willa tak utalentowanych i zasłużonych artystów nie mogła przecież wyglądać byle jak i musiała się wyróżniać z otoczenia.

Dom jest jednopiętrowy z wysokim poddaszem nadbudowanym w okresie powojennym, co jednak nie zaburzyło specjalnie architektonicznego rysu willi. Szczególnie wyróżniają się bowiem sgraffitowe malowidła elewacji frontowej, w tym alegorie rzeźby i malarstwa, wykonane przez samego Kamińskiego. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że willa jest dziełem zasłużonego artysty, na fasadzie zachowała się także oryginalna przedwojenna tabliczka adresowa, na której – oprócz numeru komisariatu oraz numeru hipotecznego działki – znalazło się także nazwisko właściciela budynku.

Przedwojenna tabliczka adresowa, ul. Myśliwiecka 10
Przedwojenna tabliczka adresowa, ul. Myśliwiecka 10

 

Budynek jest obecnie w prywatnych rękach i mieści się tutaj gabinet fizjoterapeutyczny.

Powolny upadek miasta-ogrodu „Młociny”

Koncepcja miast-ogrodów była bardzo popularna na początku XX wieku, w tym również w okolicach Warszawy. Zaplanowano wówczas kilkanaście takich miejscowości na bliższych lub dalszych przedmieściach, w tym Ząbki, Konstancin, Włochy, Milanów, Podkowa Leśna czy właśnie Młociny. Wiele z nich nie zostało zrealizowanych w powodu wybuchu I wojny światowej, co dotknęło także miasto-ogród Młociny.

Dom przy ul. Wazów 2 (2011)
Dom przy ul. Wazów 2 (2011)

Inicjatywa Ignacego Miśkiewicza i Instytutu Higienicznego uzyskała jednak mimo wszystko pewien poziom zaawansowania. W 1913 roku zainteresowanych kupnem działek na przedmieściach – było ich około 300 – zabrano w wycieczkę statkiem do Młocin, gdzie zaprezentowano im okoliczne lasy, działki oraz planowane inwestycje. Choć na drodze stanął wybuch tzw. Wielkiej Wojny, to w latach 20. XX wieku powrócono jeszcze do koncepcji miasta-ogrodu, ale niestety bez większych sukcesów. Ostatecznie na terenie całej planowanej osady wybudowano jedynie 30 domów i willi, ale nie powstał żaden z wielu planowanych obiektów publicznych. Jedną z takich willi był „Wspólny Dach”, położony przy ob. ul. Wazów 2.

Willa powstała w połowie lat 20. XX wieku dla bliżej niesprecyzowanego inwestora, budynek nie został co prawda zniszczony w czasie II wojny światowej, ale w czasach powojennych komunalizacja powoli doprowadzała dom do ruiny. Już na początku XXI wieku budynek był opuszczony i zamurowany, a z roku na rok jego stan się pogarszał – niszczał dach, stolarka okienna i drzwiowa, otoczenie zarastało, a teoretycznie wygrodzone wnętrza penetrowali poszukiwacze skarbów i zwykli złomiarze. Niestety w 2017 roku dach domu całkowicie się zawalił, pozostawiając budynek w dość ponurym kształcie. Niektórzy spostrzegli, że budynkiem ktoś się jednak zainteresował i na jego terenie odbyły się jakieś prace porządkowe. Czy jednak nie chodzi o porostu o to, aby zabytkowy willa sama się w końcu rozpadła?

Dom przy ul. Wazów 2 (2018)
Dom przy ul. Wazów 2 (2018)

Niestety takich rozsypujących się budowli jest na Młocinach więcej, przy ul. Wazów, przy ul. Dankowickiej czy przy ul. Muzealnej. Dobrze zachowanych budynków jest niestety coraz mniej. Po co mieszkać w zabytku, gdy można postawić zwykłą mieszkalną kostkę?

Zaginiony dom przy Czerwonej Drodze

Jeżeli lubimy dywagować nad ulokowaniem domów względem ulic, Warszawa daje nam bardzo dużo ciekawych przykładów do rozmyślań nad tym, co się stało z dawnymi ulicami albo gdzie ten dom kiedyś stał. Jeden z takich przykładów można znaleźć w Ursusie, gdzie mamy ciekawie usytuowany dom przy ul. Czerwona Droga.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ulica Czerwona Droga (2011)

Sytuacja staje się o wiele prostsza, jeżeli spojrzymy sobie na stare mapy lub nawet zdjęcia lotnicze. Ulica Czerwona Droga powstała w okresie międzywojennym przy okazji zakładania osady Grabkowo w ramach folwarku Gołąbki. Dla ułatwienia dojazdu do nowych domów wybudowano wówczas nową drogę, pokrytą nawierzchnią z czerwonych cegiełek klinkierowych, co dało nazwę współczesnej ulicy. Droga odchodziła wówczas od traktu idącego przez Włochy w kierunku Warszawy, którego współczesną pozostałością jest ul. Warszawska w rejonie ul. Gierdziejewskiego.

Ulica Czerwona Droga w latach 70. XX wieku (źródło: mapa.um.warszawa.pl)
Ulica Czerwona Droga w latach 70. XX wieku (źródło: mapa.um.warszawa.pl)

Zakłady Mechaniczne „Ursus”, ulokowane w okresie międzywojennym między ob. ul. Traktorzystów a ówczesną ul. Warszawską zajmowały niewielki obszar i dopiero w okresie powojennym powstawać zaczął ogromny przemysłowy moloch, który wchłaniał kolejne połacie terenu w tej okolicy. Stopniowo znikała zabudowa wzdłuż ul. Warszawskiej, gdzie budowano nowe hale fabryczne, magazyny, bocznice kolejowe i drogi dojazdowe, co doskonale widać na fragmencie zdjęcia z lat 70. XX wieku, przedstawionym powyżej. Na zdjęciu widzimy też interesujący nas dom, oznaczony nr 1, ale wtedy zapewne miał on inny adres, ponieważ znajdował się po północnej stronie ulicy.

W latach 80. XX wieku, w związku z dalszą rozbudową Zakładów Mechanicznych „Ursus”, wytyczona została ul. Gierdziejewskiego i ul. Posag 7 Panien, która przecinała wzdłuż cały teren fabryki. Jako że biegła ona lekkim ukosem względem układu urbanistycznego pobliskiego osiedla Gołąbki, postanowiono połączyć ją z systemem drogowym odginając lekko na północ historyczną ul. Czerwona Droga. W ten właśnie sposób ulica zmieniła swoje położenie, zaś dom znalazł się po przeciwnej stronie ulicy. Doprowadzono też do niego prowizoryczny dojazd, bo przecież Zakłady miały się dalej rozbudowywać na zachód. Po upadku komunizmu tych planów jednak już nigdy nie zrealizowano, zaś dom pozostał jako samotna tajemnicza wyspa, otoczona przez niezagospodarowaną zieleń przeznaczoną pod kolejne hale. Dom stoi sobie po dziś dzień w tym samym miejscu, a jego otoczenie będzie prawdopodobnie stanowić park.

Dom przy ul. Czerwona Droga 1 (2018)
Dom przy ul. Czerwona Droga 1 (2018)

Szkoda tylko, że z nawierzchni ulicy nic do dzisiaj nie pozostało. A może jednak kryje się gdzieś pod ziemią lub pod asfaltem? Miasto zna takie przypadki…

Wszystkie pomniki Janusza Korczaka

Janusz Korczak należy zdecydowanie do najbardziej znanych warszawiaków, nie tylko wśród mieszkańców naszego miasta i kraju, ale także obcokrajowcy często wykazują znajomość oraz zainteresowanie życiorysem Korczaka. Janusz Korczak urodził się w Warszawie (jako Henryk Goldszmit) i przez całe życie był związany z tym miastem, aż do jego tragicznego końca nie zrezygnował ze swoich poglądów i nie uciekł od swoich podopiecznych. Pedagog, lekarz, pisarz, publicysta i twórca Żydowskiego Domu Sierot zginął w obozie zagłady w Treblince.

Janusz Korczak, jak chyba żaden inny warszawiak, ma warszawskie aż cztery pomniki. Ich mnogość wynika częściowo z faktu, że był człowiekiem bardzo zorganizowanym i twórczym, a jego działalność wykraczała daleko poza mury jednego miejsca. Częściowo bierze się też z tego, że wojenne okoliczności zmusiły go wielokrotnych przenosin. Każdy z niżej opisanych pomników związany jest z miejscem ważnym dla jego działalności, szczególnie dla Żydowskiego Domu Sierot, ale ich forma ma też często dodatkowe znaczenie symboliczne.

Pierwszy z pomników jest co prawda chyba najmniej znany, ale pozwoli nam swobodnie opowiedzieć historię jego życia – znajduje się on na terenie Domu Dziecka przy ul. Jaktorowskiej 6, choć wówczas była to ul. Krochmalna 92. Właśnie tutaj w 1912 roku otwarty został Żydowski Dom Sierot, utworzona przez Janusza Korczaka i Stefanię Wilczyńską instytucja wzięła na siebie zadanie opieki nad przeszło setkę sierot i półsierot obojga płci. Skromny pomnik ma formę wysokiej betonowej konstrukcji, w której umieszczone jest popiersie Janusza Korczaka, pomnik został wykonany przez Ksawerego Dunikowskiego i odsłonięto go w 1977 roku.

Pomnik Janusza Korczaka przy ul. Jaktorowskiej

Drugi z pomników również należy do mniej znanych, ale otoczony jest szacunkiem przez okolicznych mieszkańców. Znajduje się on bowiem na Marysinie Wawerskim, w sąsiedztwie takich ulic jak Starego Doktora czy Króla Maciusia. W 1921 roku, kiedy jeszcze Marysin nazywał się Czaplowizna, Maksymilian Cohn podarował miejscową działkę żydowskiemu Towarzystwu „Pomoc dla Sierot”, a Janusz Korczak urządził tutaj letnią kolonię dla swoich podopiecznych. Od imienia zmarłej córki darczyńcy ośrodek uzyskał nazwę „Różyczka”, dokąd na letnie turnusy przyjeżdżały dzieci z Żydowskiego Domu Sierot oraz dzieci z pobliskich osad. Na przykład latem 1926 roku wakacje spędziło tutaj 343 dzieci, z czego aż 221 pochodziło spoza korczakowskiego domu – co ciekawe, u małych kolonistów zauważano wyraźny przyrost wagi – w przypadku chłopców było to średnio 1,4 kg, zaś w przypadku dziewczynek nawet 1,8 kg. Popiersie Janusza Korczaka znajduje się na tyłach budynku przy ul. Korkowej 135/137, odsłonięto je w 1979 roku i jest dziełem Hanny Danilewicz.

Pomnik Janusza Korczaka na Marysinie Wawerskim

Najbardziej znany pomnik znajduje się w Parku Świętokrzyskim, mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie znajdował się przedwojenny gmach Pracowników Handlowych i Przemysłowych przy ul. Siennej 16. W trakcie okupacji niemieckiej, po zamknięciu bram warszawskiego getta Żydowski Dom Sierot musiał wyprowadzić się z ul. Krochmalnej najpierw na ul. Chłodną 33, a potem na ul. Sienną 16. Tutaj dotrwał do 1942 roku, kiedy to wszystkich podopiecznych Janusza Korczaka, a także jego samego i współpracowników zaprowadzono na Umschlagplatz i wywieziono do obozu zagłady w Treblince. Ten pomnik został odsłonięty 1 czerwca 2006 roku, w Dzień Dziecka, wykonali go Zbigniew Wilma i Bohdan Chmielewski. Monument przedstawia Janusza Korczaka stojącego z sześciorgiem dzieci pod drzewem, które tutaj ma być symbolem przyjaźni żydów i katolików – drzewo to prawie nie ma liści, jednak ostatnie liście na szczycie są iskrą nadziei, ponadto gałęzie układają się na kształt siedmioramiennego świecznika.

Park Świętokrzyski (Pomnik Janusza Korczaka) [1004151415].JPG

Ostatni pomnik znajduje się przy ul. Okopowej, a dokładniej na Cmentarzu Żydowskim – jest to symboliczne miejsce pochówku Janusza Korczaka. Pomnik został ustawiony w 1982 roku i został wykonany przez Mieczysława Smorczewskiego z inicjatywy Warszawskiej Gminy Żydowskiej, na początku był wykonany z tworzyw sztucznych, które jednak uległy nadpaleniu od ustawianych na pomniku świeczek. W związku z tym w 2002 roku odsłonięto w tym miejscu nowy odlew z brązu, a oryginał ze sztucznej żywicy przekazano do Szkolnego Ośrodka Wychowawczego w Borzęciczkach. Pomnik składa się z wysokiego postumentu obsypanego kamieniami, na którym znajduje się figura idącego Janusza Korczaka z dzieckiem na ręku.

Pomnik Janusza Korczaka na Cmentarzu Żydowski na Woli

Nie są to oczywiście wszystkie upamiętniania Janusza Korczaka, bo znajdzie się jeszcze liczne tablice pamiątkowa czy nawet własną ulicę Janusza Korczaka. Na opisanie ich wszystkich, a także całego życia i wszystkich zasług Janusza Korczaka nie starczy jednak miejsce w jednym wpisie na blogu.

 

Skwer Pysznych Pączków

Czy w dobie wszechobecnych nazw martyrologicznych czy pamiątkowych jest możliwe, aby w Warszawie zaistniał „Różany Skwer Pysznych Pączków”? Mimo iż nie jest to oficjalna nazwa, to taki skwer w Warszawie istnieje – został zrealizowany w 2016 roku przy ul Górczewskiej 15 w ramach budżetu partycypacyjnego.

Skwer Pysznych Pączków (2017)
Skwer Pysznych Pączków (2017)

Nazwa skweru nie jest w tym przypadku czystym widzimisię mieszkańców czy pomysłodawców, ale w oczywisty sposób nawiązuje do historii miejsca. W Kolonii Tanich Mieszkań Wawelberga – tak nazywa się zespół budynków przy ul. Górczewskiej 15 – od 1973 roku znajduje się cukiernia Władysława Zagoździńskiego. Cukiernia powstała w 1926 roku przy ul. Wolskiej 26, skąd po kilku latach przeniosła się na ul. Wolską 66 i tam otworzyła skromny, ale pełen asortymentu lokal. W zależności od pory roku popularne były lody, strucle makowe, babki marcepanowe, mazurki czy całe święconki. Cukiernia przetrwała okres „bitwy o handel” zaraz po wojnie i wyspecjalizowała się w pączkach, które, już w nowym, równie skromnym lokalu, stały się sławne na całą Warszawą. Nie dziwi mnie fakt, że na Tłusty Czwartek na ul. Górczewskiej ustawiają się długie kolejki łasuchów. Również moim zdaniem te pączki są po prostu najlepsze w Warszawie.

Ławeczka Uroczej Babci (2017)
Ławeczka Uroczej Babci (2017)

Pomysł zagospodarowania zaniedbanego skweru wyszedł oczywiście z inicjatywy mieszkańców pobliskiej Kolonii i zyskał aprobatę uczestników głosowania w budżecie partycypacyjnym. Wytyczono kilka nowych ścieżek z różanym klombem pośrodku, nawiązującym oczywiście do nadzienia pysznych pączków, ustawiono stylizowaną latarnię, uporządkowano chodniki oraz ustawiono „Ławeczkę Uroczej Babci”. Inwestycja kosztowała dzielnicę 176 tysięcy złotych. Efekt jest skromny, ale urokliwy.

Cukiernia "Zagoździński" (2017)
Cukiernia „Zagoździński” (2017)

Cukiernię, jak i pyszny skwer, zdecydowanie warto odwiedzić. Pączka też warto zjeść.

Ciekawy przypadek Blimy Joselzon

Czas II wojny światowej był wyjątkowo trudny dla wszystkich warszawiaków, o tym nie trzeba raczej nikomu przypominać, a w szczególnie trudnej sytuacji – jeżeli tak w ogóle mówić o sytuacji niemieckiej okupacji – znajdowali się warszawiacy pochodzenia żydowskiego. Na szczęście wiele było przypadków ratowania osób zamkniętych w getcie, a nawet ucieczki Żydów do tzw. części aryjskiej. Żydów ratowano i ukrywano z narażeniem własnego życia, bano się odkrycia przez Niemców lub donosu ze strony innych, wrogo nastawionych Polaków. Wielokrotnie historia stawała się bardzo skomplikowana – jak na przykład w przypadku Leona i Anny Joselzonów oraz ich matki Blimy Joselzon.

Leon Jozelson w skrytce (1990). Źródło: wyborcza.pl
Leon Joselzon w skrytce (1990). Źródło: wyborcza.pl

Leon Joselzon był żydowski przedsiębiorcą, właścicielem firmy Polska Centrala Maszyn „Rozpęd”, wyspecjalizowanym w branży dziewiarskiej, mieszkał przy ul. Zamenhofa 17 na Muranowie. Kiedy wszystkich Żydów zamknięto w getcie warszawskim, znalazł pracę w dziewiarskim szopie Karla Georga Schultza przy ul. Leszno 78 i jako dobry fachowiec mógł zamieszkać wraz z rodziną w domu przy samej fabryce, a nawet otrzymywał przepustki umożliwiające mu wyjście z getta. Leon Joselzon postanowił wykorzystać sprzyjającą jego rodzinie sytuację i po stronie aryjskiej spotkał się z dawnym przyjacielem, architektem inżynierem Julianem Abroziewiczem. Chociaż w okupowanej Warszawie nie prowadzono w zasadzie większych inwestycji publicznych ani prywatnych, to było przyzwolenie na wykańczanie niektórych budynków, których budowa rozpoczęła się w 1938 lub 1939 roku – a Julian Ambroziewicz pracował akurat przy wykańczaniu kamienicy przy ul. Kopernika 4.

Kamienica przy ul. Kopernika 4 (2014)
Kamienica przy ul. Kopernika 4 (2014)

Julian Ambroziewicz na zlecenie Armii Krajowej zakładał w odbudowywanych domach zakamuflowane skrytki, wpadł więc na pomysł, aby dla swoich żydowskich przyjaciół przeznaczyć tymczasowe schronienie po stronie aryjskiej, specjalne „skrytki” czy „schowki”, w których rodzina mogła w miarę bezpiecznie przebywać. Zaprojektowano przynajmniej cztery takie skrytki – dwie przy ul. Świętokrzyskiej 25, jedną przy ul. Puławskiej 164 oraz jedną właśnie w kamienicy przy ul. Kopernika 4, a Joselzon pomagał w ich finansowaniu. Skrytka znalazła się w mieszkaniu nr 21, na ostatnim piątym piętrze wykańczanej kamienicy, na piętrze, do którego nie doprowadzono jeszcze wtedy nawet klatki schodowej. Wszelkie dostawy do mieszkania – żywność, leki i inne niezbędne artykuły – dostarczano więc za pomocą podnośnika z wiaderkiem użytkowanym normalnie do przewożenie wapna, więc ten sposób transportu w zasadzie nie wzbudzał żadnych podejrzeń.

Cała trzyosobowa rodzina w sprzyjającym momencie przeprowadziła się do kamienicy przy ul. Kopernika 4, a wiele informacji o ich codziennym życiu można przeczytać tutaj. Niestety 20 sierpnia 1943 roku niespodziewanie zmarła matka Leona, Blima Joselzon – chorowała na nowotwór, który w ostatnich miesiącach jej życia zrobił znaczne postępy. W tej sytuacji zapadła decyzja, że aby nie dopuścić do dekonspiracji miejsca ukrycia, należy przedstawić ją do pochówku jako chrześcijankę. Blima Joselzon została pochowana na Cmentarzu Bródnowskim pod przybranym nazwiskiem „Stefania Rudnicka”, a za datę jej zgonu wpisano 20 sierpnia 1943 roku. Leon i Anna Joselzon przebywali w budynku aż do 7 września 1944 roku, trafili do obozu przejściowego, ale uciekli z transportu do obozu koncentracyjnego, zaś po wojnie emigrowali do Stanów Zjednoczonych.

Grób Blimy Joselzon na Cmentarzu Żydowskim (2017)
Grób Blimy Joselzon na Cmentarzu Żydowskim (2017)

Miejscem pochówku Blimy Jozelson po kilkudziesięciu latach zainteresowała jednak córka Leona i Anna, Barbara Blumenthal. Udało jej się odnaleźć miejsce pochówku babci, a następnie przyleciała do Warszawy i przekonała zarządców Cmentarza Bródnowskiego, że pochowana na ich cmentarzu Stefania Rudnicka była Żydówką pod przybranym nazwiskiem, która została pochowana na chrześcijańskim cmentarzu z przymusu wynikającego z wojennej sytuacji. Za zgodą i pomocą rabina Michaela Schudricha szczątki zostały ekshumowane 9 listopada 2012 roku, a następnie przeniesiono je i pochowano zgodnie z żydowskim zwyczajem w pobliżu alei głównej Cmentarza Żydowskiego na Woli przy ul. Okopowej. Miejsce to jest dzisiaj odpowiednio oznaczone, a na tablicy przeczytać można historię Blimy Jozelson. Informacja o nowym pochówku pojawiła się nawet w światowych mediach.

Tablica pamiątkowa przy ul. Kopernika 4
Tablica pamiątkowa przy ul. Kopernika 4

Historia ta ma jeszcze jedną odnogę, związaną ze skrytką w kamienicy przy ul. Kopernika 4. Co ciekawe, skrytka ta zachowała się w bardzo dobrym stanie i przez cały okres powojenny mieszkająca tam kobieta – Janina Kamionkowska, znajoma dawnej gospodayni Joselzonów – opiekowała się tym szczególnym zabytkiem. Na budynku frontowym umieszczono nawet tablicę upamiętniającą fakt, że w tym budynku mieściła się skrytka i w czasie okupacji ukrywali się w niej Żydzi. W 1999 roku skrytka została wpisana do rejestru zabytków, ale niestety w 2002 roku do mieszkania wprowadzili się nowi najemcy komunalni, którzy – pomimo wyraźnie podkreślonego zakazu przebudowy schronienia – przekształcili skrytkę na aneks kuchenny. Sprawa wyszła na jaw w 2012 roku podczas rutynowej kontroli, a inspektorzy skierowali sprawę do sądu w związku ze zniszczeniem mienia „o szczególnym znaczeniu dla kultury”. Najemcy dostali wypowiedzenie umowy, a skrytka miała zostać odnowiona z funduszy potomków rodziny Joselzonów. Kolejni najemcy protestowali nawet przeciwko „odbudowie żydowskiej skrytki”, ale dzielnica odpowiedziała, że najemcy nie ma żadnego prawa do dyskusji na ten temat.

Nie wiadomo mi niestety, czy skrytka została już odtworzona i jak ona funkcjonuje. Podobno nie została jeszcze odtworzona.