Wybitnie parzysta ulica

Numeracja warszawskich ulic w wielu przypadkach jest świetnym tematem na oddzielną historię. Choć zasadniczo numery dzielą się na parzyste i nieparzyste, położona względem siebie po przeciwnych stronach ulicy, to jednak zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Na przykład na pl. Słonecznym domy mają numery po kolei, od nr 1 do nr 13, ale to wynika z nietypowego układu placu. Znacznie ciekawiej jest jednak w Wawrze, gdzie jest ulica, przy której są tylko… numery parzyste!

Skrzyżowanie ul. Włodzickiej i ul. Niebieskiej
Skrzyżowanie ul. Włodzickiej i ul. Niebieskiej (2012) – na tablicach z nazwami ulic widać, że ul. Niebieska ma tylko parzyste numery.

Nie byłoby to może specjalnie dziwne, bo przecież zdarza się, że zabudowa jest tylko po jednej stronie ulicy. Ale nie, jeżeli wybierzemy się na ul. Niebieską w Wawrze, okaże się, że numery parzyste znajdują się po obu stronach ulicy! A żeby było jeszcze ciekawiej, numeracja zaczyna się od nr. 52 (w części południowo-zachodniej ulicy), rośnie w kierunku wschodnim do nr. 64, następnie przeskakuje na drugą stronę ulicy i ponownie rośnie na zachód do nr. 74, dzięki czemu na zachodnim krańcu tej krótkiej uliczki naprzeciwko siebie stoją domy o numerach 52 i 74.

Tutaj należy sobie zadać pytanie, dlaczego tak jest? Niestety jednak znaleźć pełną odpowiedź będzie bardzo trudno, bo obecny układ ulicy jest zapewne jakąś wypadkową niezrealizowanych planów urbanistycznych względem tej części miasta. Na planie z lat 70. XX wieku pojawia się bowiem projekt ul. Niebieskiej, która miała biec równolegle do ul. Zwoleńskiej od ul. Mrówczej do ul. Źródlanej. Na zdjęciach lotniczych z lat 80. XX wieku widać sześć domów zrealizowanych wzdłuż planowanej ulicy oraz całkiem sporą przestrzeń pod przyszłą zabudowę – można je obejrzeć tutaj. Tłumaczyłoby to nawet całkiem sporą szerokość ulicy, która być może miałaby stanowić jakieś alternatywne połączenie. Szybko zapewne jednak okazało się, że nie uda się przejąć niezbędnych działek do połączenia się z kolejnymi ulicami, więc ulica została zaślepiona. Wysoka numeracja wynikała zapewne z tego, że miał to być sam kraniec ulicy, niskie numery zarezerwowano dla odcinka bliżej Wisły.

Ulica Niebieska – tabliczka z nazwą ulicy (2017)
Ulica Niebieska – tabliczka z nazwą ulicy (2017)

Ale po co zawinięto numery, by były tylko parzyste? To chyba wie już tylko sam pomysłodawca.

Reklamy

Ukryty zaułek ul. Koszykowej

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że centrum Warszawy w rejonie obecnego pl. Konstytucji uległo szerokim przemianom w czasie powojennej odbudowy miasta, a właściwie nawet budowy nowego miasta. Choć nowe robotnicze pałace rosły w najlepsze przy sąsiednich ulicach, głód mieszkaniowy powodował, że wszelki nadający się do zachowania budynek był pozostawiany, czasami bez względu na to, jak bardzo nie pasował do koncepcji urbanistycznej. Taki ciekawy zaułek wytworzył się na przykład przy ul. Koszykowej 49a.

Kamienica przy ul. Koszykowej 49a (2013)
Kamienica przy ul. Koszykowej 49a (2013)

Tutaj bowiem, na tyłach bloków przy pl. Konstytucji 5 i przy ul. Koszykowej 53, która zresztą ma w tym miejscu nieco zmieniony przebieg, zachowały się dwa przedwojenne kamienice – kamienica Henryka Kocha (nr 49a) z 1894 roku oraz kamienica Józefa Rotbarda (nr 51a) z 1912 roku. Przy tej pierwszej widać oryginalną elewację frontową wraz z podwórkiem, zaś sąsiednia jest znacznie wycofana, bo do dnia dzisiejszego zachowała się jedynie oficyna poprzeczna wraz z drugim podwórkiem-studnią i obiegającymi je oficynami. Pozostawione same sobie, z czasem zaczęły popadać w coraz większą ruinę, poodpadały tynki, zbito balkony, a wnętrza pozostawiały wiele do życzenia. Budynki stworzyły dość osobliwy zaułek na tyłach nowszej, socrealistycznej zabudowy, pełniący rolę świadka dawnej historii. Ciekawostką była też kapliczka ulokowana na podwórku kamienicy nr 49a. Ale na to miejsce znalazł się pomysł.

Kapliczka przy ul. Koszykowej 49a (2008)
Kapliczka przy ul. Koszykowej 49a (2008)

W tym przypadku był to pomysł deweloperski. Nie wnikam tutaj, w jaki sposób to się stało, ale właścicielem budynku nr 49a została spółka Fenix Group, która wyspecjalizowała się w remontowaniu przedwojennych kamienic i przekształcaniu ich na nowoczesne apartamentowce. Miejsce to, niemal w centrum Warszawy, kilkadziesiąt metrów od ruchliwego pl. Konstytucji, wydaje się idealne na tego typu inwestycje. Deweloper zlecił więc przygotowanie projektu przebudowy i nadbudowy kamienicy, który wykonała renomowana pracownia Anny Rostkowskiej. Na podstawie projektu w latach 2015-2017 kamienica została zmodernizowana, odtworzono charakteru elewacji frontowej z czasów jej powstania, utworzono dodatkowe lokale usługowe w parterze oraz mieszkalne w dobudowanej kondygnacji, ujednolicono stolarkę okienną na drewnianą, wybudowano cztery windy osobowe i przebudowano mieszkania, których w całej inwestycji znalazło się 63. Pod spodem wybudowano również garaż podziemny.

Kamienica przy ul. Koszykowej 49a – tablica informacyjna budowy (2015)
Kamienica przy ul. Koszykowej 49a – tablica informacyjna budowy (2015)

Ale ponadto wybudowany został także nowy budynek mieszkalny wielorodzinny, przylegający do wschodnich ścian szczytowych odremontowanej kamienicy. Nowy budynek nr 47 został zaprojektowany przez Marcina Gozdalika i wybudowany w latach 2014-2017 jako czteropiętrowy podłużny budynek o kaskadowym kształcie dopasowanym do wyglądu działki. W środku znalazły się dodatkowe mieszkania. Całość stworzyła całkiem ciekawą kompozycję, tworząc mieszkankę historycznej i nowoczesnej architektury gdzieś na zapleczu pl. Konstytucji.

Teraz zaułek ten stał się jeszcze ciekawszy. Warto wybrać się tutaj na spacer i zobaczyć efekt całej inwestycji.

Jest plan na metro na Tarchomin!

Tytuły artykułów na portalach internetowych czy blogach mają to do siebie, że mają odwiedzającego zaskoczyć i zachęcić do zagłębienia się w artykule. Najczęściej jednak okazuje się, że postawione w tytule sensacyjne pytanie nie ma żadnego odniesienia w rzeczywistości. Ale plan na metro na Tarchomin jest – w zasadzie zaledwie jego wycinek – ale jest to już jakiś plan zaczepienia.

Niezabudowany teren w rejonie Modlińskiej i Życzliwej (2017)
Niezabudowany teren w rejonie Modlińskiej i Życzliwej (2017)

Pokazany na powyższym zdjęciu niezagospodarowany kawałek terenu gdzieś pomiędzy ul. Modlińską, ul. Życzliwą oraz ul. Płużnicką to właśnie mój punkt zaczepienia do tej opowieści, całkiem zaskakujący, bo kto by się spodziewał planu budowy metra w takim rejonie. Co prawda w 1995 roku na Kabatach wysiadało się w szczerym polu, ale to było ponad dwadzieścia lat temu i okolica zdążyła się już zabudować. Na zachodnim krańcu współcześnie budowanej II linii metra, gdzie metro dotrze za jakieś pięć do dziesięciu lat, już teraz masowo powstają osiedla mieszkalne, a ich inwestorzy wręcz chwalą się sąsiedztwem z nieistniejącą linią metra. Ale co wspólnego z tym wszystkim ma ten spłachetek terenu na pograniczu Tarchomina i Żerania?

Otóż dla tego terenu obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Plan został uchwalony w 2001 roku przez dzielnicę Białołęka i objął teren osiedla Piekiełko, dość powierzchownie zarysowując przyszłe przeznaczenie terenu, co zresztą jest dość typowe dla dzielnicowych planów miejscowych z początku XXI wieku. Kiedy jednak wczytamy się w treść planu, w paragrafie 17 punkt 6 możemy przeczytać, że plan ustala konieczność utrzymania rezerwy terenu pod metro wraz z odgałęzieniem linii do proj. stacji postojowej Świdry (w rejonie wysypiska popiołów EC Żerań) według rysunku planu. I faktycznie, po przejściu do części rysunkowej planu mamy tam zaznaczony korytarz pod budowę linii metra. Biegnie on od Wisły, rozgałęzia się za ul. Portową na południe – zapewne do wspomnianej wcześniej stacji postojowej – oraz na północ, gdzie łukiem dochodzi do ul. Soczewkowej i następnie powoli oddala się na północny-zachód, w stronę Tarchomina, przechodząc przez teren przedstawiony na zdjęciu. Pod stopami fotografa – czyli moimi – przebiegałby więc tunel metra.

Rysunek miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru Piekiełko (2001)
Rysunek miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru Piekiełko (2001)

Co ciekawe, w planie przewidziano nie tylko miejsce na tunele, ale także na stację metra! Obszar pomiędzy ul. Portową, ul. Kasztanową i ul. Modlińską opisany został jako KSmU, co autor doprecyzował w paragrafie 10 treści planu. W tym miejscu przewidziano bowiem urządzenia komunikacji samochodowej, np. parking strategiczny i usługi związane z projektowaną stacją metra. Więcej szczegółów niestety w planie nie zawarto. Ciężko więc określić, co twórca tej uchwały miał na myśli i o jakie plany metra dokładnie chodzi. Przedłużenia tej koncepcji nie znalazłem już bowiem na żadnym innym planie miejscowym, co więcej plan jest obecnie poddany procedurze zmiany, co może sugerować, że i te zapisy dotyczące metra z niego znikną.

Po dokładniejszym zbadaniu tematu okazało się bowiem, że około 2002 roku Metro Warszawskie miało zupełnie inny plan rozbudowy metra od obecnego. Dokładniejsze informacje można znaleźć na stronie „Historia Metra w Warszawie”, prowadzonej przez Jakuba Jastrzębskiego, gdzie opublikował on odkopane z czeluści początków internetu plany rozwoju metra. Co ciekawe, druga linia metra miała biec z Woli przez Śródmieście na Pragę, a potem mniej więcej wzdłuż ul. Modlińskiej aż na Tarchomin. Oznaczałoby to, że na plan trzeba spojrzeć nieco inaczej, linia metra szłaby z południa na północ mniej więcej wzdłuż ul. Modlińskiej, zaś odnoga na zachód prowadziłaby właśnie do stacji postojowej usytuowanej gdzieś w rejonie wałów wiślanych. W rejonie ul. Modlińskiej i ul. Płochocińskiej znalazłaby się więc zapewne jedna ze stacji metra na trasie.

Rejon ul. Modlińskiej i ul. Życzliwej (2013)
Rejon ul. Modlińskiej i ul. Życzliwej (2013)

Z tych planów nie pozostało jednak nic oprócz tego jednego fragmentu planu miejscowego. Pozostaje on jedynie ciekawostką dla osób zainteresowanych historią rozbudowy warszawskiego metra.

Kamienica przy ul. Strzeleckiej 8

Kamienica przy ul. Strzeleckiej 8, na rogu ul. Środkowej (nr 13) dość często pojawia się ostatnio w informacjach prasowych oraz w dyskusjach internetowych, a to ze względu na fakt, że w latach 40. XX wieku po wojnie w piwnicach znajdowała się katownia NKWD i UB, które w najbliższym czasie mają zostać zabezpieczone przez IPN. O piwnicach i wyrytych nam napisach napisano już bardzo wiele, ale ja skupię się nieco na samym budynku oraz na przekształceniach, jakie w swoich dziejach przeszła ta działka.

Kamienica przy ul. Strzeleckiej 8 (2013)
Kamienica przy ul. Strzeleckiej 8 (2013)

Ulica Strzelecka ma nieco starszy rodowód niższy wszystkie okoliczne ulice na Nowej Pradze. Choć ta część dzielnicy z trudem znosiła zawieruchy dziejowe przełomu XVIII i XIX wieku, to jednak już w tym czasie na planach miasta widoczna była ulica o takiej nazwie, która biegła od miejsca przejścia ul. Targowej w ul. Szeroką – wypadało ono mniej więcej na wysokości zachowanego do dzisiaj kościoła „loretańskiego” – w kierunku północno-wschodnim, będąc jednak przeciętą Okopami Lubomirskiego. Na planie Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego z 1822 roku widzimy krótką ulicę z kilkoma posesjami o numerach hipotecznych od 65 do 68. Gdybyśmy chcieli je jednak umiejscowić w terenie, wypadałyby one gdzieś przy ul. Ratuszowej w rejonie skrzyżowania z ul. Jagiellońską. W latach 70. XX wieku rozszerzono esplanadę Fortu Śliwickiego i na jej terenie założono zespół koszarowy, który wchłonął najstarszy odcinek ulicy, ale jednocześnie powstała osada Nowa Praga, na której terenie znalazł się nowy, dalszy odcinek ul. Strzeleckiej i on całkowicie przejął numerację ulicy.

Działka na rogu ul. Środkowej na planie z lat 30. XX wieku nosi numer hipoteczny 964, ale zabudowana była już z pewnością pod koniec XIX wieku, bo widzimy ją na Planie Lindleya z 1900 roku. Na szczegółowym planie widać drewniany budynek od strony ul. Środkowej, kilka mniejszych budynków – być może gospodarczych – na tyłach tego domu oraz na rogu ul. Strzeleckiej, gdzie po sąsiedzku znalazł się też urządzony ogród. Najbardziej w głębi znalazł się natomiast obiekt, który mnie zaskoczył najbardziej – murowana oficyna. A to dlatego, że z porównania planów i zdjęć lotniczych wynika, że oficyna ta istnieje do dnia dzisiejszego, pomimo wielokrotnych przekształceń terenu. Bardzo ładnie można to sobie obejrzeć na serwisie mapowym Warszawy, przeglądając warstwy od 1883 roku do 2017 roku – o na przykład tutaj.

Zabudowa w tym kształcie istniała jeszcze w latach 30. XX wieku,według książki telefonicznej z 1937 roku znajdowała się tutaj Spółdzielnia Pracy „Prokurent”, która specjalizowała się w pomocy biurowej dla drobnego przemysłu i handlu – wszystko pod adresem Środkowa 13. Właścicielem działki był już wówczas hrabia Zygmunt Jórski, filantrop, malarz, dostawca warzyw – jego dobrze prosperujące gospodarstwo rolne codziennie dostarczało warzywa do Hali Mirowskiej – znany w tej części miasta właściciel dóbr Zacisze, które niedługo wcześniej rozparcelował pod zabudowę mieszalną, tereny sprzedawał tanio i udzielał na nie korzystnych kredytów, często umarzając je potem nowym właścicielom. Najpewniej w 1938 lub 1939 roku rozpoczął on budowę trzypiętrowej kamienicy mieszkalnej w miejscu rozebranych drewnianych zabudowań, zachowując jednocześnie murowaną oficynę w głębi działki – być może przebudową lub unowocześnioną, ale w takim samym obrysie. Co ciekawe, w książce telefonicznej można nawet znaleźć numer telefonu na budowę tego budynku!

Kamienica została niemal w całości wybudowana przed wybuchem II wojny światowej, ale nie udało się dokończyć wszystkich prac wykończeniowych i nie zdołano zasiedlić budynku. W czasie okupacji pomieszkiwali tutaj dzicy lokatorzy. W zasadzie nic dziwnego, że taki nowoczesny i opuszczony budynek zwrócił uwagę NKWD, który wprowadził się tutaj niemal od razu po wejściu Rosjan na Pragę – urzędował tutaj m.in. gen. Iwan Sierow, doradca NKWD przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Z mieszkań wyrzucono wszystkich lokatorów, ulicę zagrodzono, a budynek otoczono drutem kolczastym, w nocy oświetlano go silnymi reflektorami oraz dodatkowo pilnowano przez strażników. Biura oraz więzienie NKWD, a potem Urzędu Bezpieczeństwa mieściło się tutaj do 1948 roku, a potem budynek – jak gdyby nigdy nic – zasiedlono zwykłymi lokatorami. Pamiątki wyryte przez więźniów na ścianach i drzwiach piwnic zachowały się jednak, budząc wyobraźnię przebywających tam osób.

Tablica pamiątkowa przy ul. Strzeleckiej 8
Tablica pamiątkowa przy ul. Strzeleckiej 8

W 2013 roku rozpoczęto starania o przywrócenie pamięci temu miejscu, właścicielem kamienicy była już wówczas spółka deweloperska One Development, która chciała zmodernizować kamienicę i przekształcić ją w luksusowe apartamenty. Miejsce pamięci było dla niej na swój sposób kłopotliwe, a i współpraca z Instytutem Pamięci Narodowej nie należała do najłatwiejszych. Nie udało się utworzyć Muzeum Żołnierzy Wyklętych, bo zabrakło dobrej woli oraz niezbędnych funduszy z obu stron – dopiero w grudniu 2017 roku IPN odkupił piwnice za 2 mln złotych. Bardzo duże na temat prac w piwnicach kamienicy napisali aktywiści ze stowarzyszenia Kolekcjonerzy Czasu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Natomiast w latach 2016-2017 deweloper przeprowadził renowację, rozbudowę i nadbudowę na podstawie projektu pracowni Marka Szaniawskiego dla spółki Kropka Bis, a w ramach prac budynek został nadbudowany o dodatkowe dwie kondygnacje, wycofane względem lica fasady, stając się tym samym budynkiem pięciopiętrowym, ale o niezmienionym wystroju. Informacji o możliwości kupna mieszkania brak.

 

Był dom na Podróżniczej

Stara zabudowa warszawskich przedmieść wciąż znika pod naporem współczesnego budownictwa lub zwykłego zapomnienia. Choć o starych murowańcach czy drewnianych chałupach większość nie chce już pamiętać, jeszcze niedawno stanowiły one typowe element wiejskiego krajobrazu. Jeden z takich domów znajdował się przy ul. Podróżniczej 6 na Henrykowie, obecnie w dzielnicy Białołęka.

Dom przy Podróżniczej 6 (2013)
Dom przy Podróżniczej 6 (2013)

To był zwykły drewniany dom jakich było wiele. Prosty parterowy budynek z poddaszem, które ukryto było pod niewysokim dwuspadowym dachem. Kiedy odwiedziłem go po raz pierwszy, był już opuszczony i częściowo zdewastowany, ale nadal dobrze się trzymał. Z biegiem lat jednak popadał w coraz większą ruinę, a nawet jeżeli miał właściciela, to kto chciałby utrzymywać taki nieduży drewniany dom. Koszt remontu musiałby być ogromny, a i za utrzymanie czy ogrzanie swoje trzeba byłoby zapłacić. Otaczało go też kilka mniejszych drewnianych budynków gospodarczych.

Dom pewnie popadałby sobie powoli w ruinę, jednak jego ostateczny i nieodwołalny koniec przyniósł pożar. Wybuchł on w nocy z 9 na 10 marca 2016 roku i zamienił stary dom w stertę ogorzałych desek. Zdjęcia z akcji obejrzeć można było nawet na jednym z lokalnych warszawskich serwisów informacyjnych.

Podróżnicza 6, pozostałość spalonego domu (2017)
Podróżnicza 6, pozostałość spalonego domu (2017)

Domu trochę żal. Bo to taka stara pamiątka była, a do dzisiaj w tym miejscu nadal leżą sterty desek naznaczonych ogniem.

Tajemniczy słup przy al. Jana Pawła II

Tytuł może brzmieć intrygująco, bo al. Jana Pawła II to jedna z głównych ulic Warszawy, przez co jest też najczęściej odwiedzana i bardzo dobrze znana przez spacerowiczów. Aleja Jana Pawła II biegnie jednak aż do pl. Grunwaldzkiego na Żoliborzu i właśnie w tamtych okolicach ukrył się tajemniczy słup.

Tabliczka słupa trakcyjnego przy al. Jana Pawła II (2017)
Tabliczka słupa trakcyjnego przy al. Jana Pawła II (2017)

Przyznam, że na jego ślad natrafiłem przypadkiem podczas spaceru w rejonie ul. Rydygiera, poszukując pozostałości wojennych niemieckich bunkrów typu Tobruk. Na zachodnim stoku nasypu prowadzącego na wiadukt al. Jana Pawła II nad torami kolejowymi, po północnej stronie ul. Rydygiera, natrafiłem jednak także na samotny opuszczony słup trakcyjny. O jego pierwotnym przeznaczeniu mówić może jedynie tabliczka opatrzona symbolem M. Z. K. 278. Skrót ten pochodzi zapewne od Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, które funkcjonowały w Warszawie do 1994 roku.

Ten odcinek al. Jana Pawła II powstał w 1959 roku nosił on wówczas oczywiście imię Juliana Marchlewskiego, aczkolwiek na mapach można znaleźć też przedwojenną nazwę „Lubeckiego” i połączył wcześniej wybudowany odcinek arterii z ul. Stołeczną (ob. ul. Popiełuszki) na Żoliborzu. Nowym odcinkiem wraz z wiaduktem nad torami kolejowymi pojechały też tramwaje linii 17 i 33, wobec czego właśnie wtedy mógł powstać ten słup trakcyjny. Tutaj rodzą się jednak wątpliwości. Nasyp wiaduktu jest bowiem w tym miejscu dość wysoki, przynajmniej na kilka metrów, a sam słup również jest oddalony od torowiska o dobrych kilkanaście metrów. Wydaje mi się, że ustawianie słup w takim miejscu byłoby po prostu zbędne.

Słup trakcyjny przy al. Jana Pawła II (2017)
Słup trakcyjny przy al. Jana Pawła II (2017)

Ale jest jeszcze jeden ciekawy trop. Mniej więcej właśnie w tym miejscu w okresie międzywojennym przebiegła bardzo słabo znana kolejka dojazdowa tzw. kolej młocińska. Była to kolejka zelektryfikowana, której tory odchodziły od kolei obwodowej właśnie w tym miejscu, po czym kierowały się przez Słodowiec i Bielany aż do Młocin i Łomianek, gdzie w owych czasach planowano budowę miast-ogrodów. Jako że ich realizacja w większości spaliła na panewce, linia również była rzadko użytkowana. Niemniej jednak wykorzystywano ją w różnych celach, chociażby we wrześniu 1939 roku przewożono tędy amunicję z magazynu w Palmirach na wszystkie barykady Warszawy. Kolejka przestała funkcjonować w 1940 lub 1943 roku, a tory rozebrano do lat 50. XX wieku. Czy byłoby więc możliwe, aby ten słup zachował się w tym miejscu aż do dzisiaj?

Skąd więc wziął się ten tajemniczy słup w rejonie al. Jana Pawła II i ul. Rydygiera? Może ktoś z czytelników naprowadzi mnie na właściwszy trop.

O dekomunizacji raz jeszcze, czyli którego Jagmina wybrać?

Temat ostatniej dekomunizacji nazw warszawskich ulic zszedł już co prawda nieco z czołówek stołecznych gazet, jednak nie oznacza to, że wprowadzony bałagan udało się zamieść pod dywan. Mamy bowiem sytuację kuriozalną, w której oficjalnie obowiązują nowe nazwy, jednakże wszystkie mapy drukowane oraz tablice kierunkowe nadal wskazują stare nazwy. I zmieni się to, dopóki sądy nie rozstrzygną zażalenia złożonego przez miasto. Jakby tego było mało, okazuje się, że nowe nazwy… powtarzają już istniejące nazwy ulic w Warszawie!

Tablica MSI z nazwą ul. Pazińskiego (2017)
Tablica MSI z nazwą ul. Pazińskiego (2017)

Przeniesiemy się do Wawra, dokładniej do wschodniej części Anina, gdzie znajduje się ulica, której do niedawna patronował niejaki Roman Paziński. Przyznam się szczerze, że nie zagłębiałem się w życiorys patrona dopóki nie okazało się, że jego nazwisko należy wymazać z tablic adresowych. Okazuje się, że jest to postać bardzo mało znana, nie ma swojej biografii w Wikipedii, więc trzeba było posiłkować się innymi, okrojonymi źródłami. Roman Paziński był zwykłym robotnikiem, tokarzem-metalowcem, jak wielu z nich sympatyzujący i zaangażowany w ruch komunistyczny. W latach 30. XX wieku trafił do Związku Radzieckiego i uniknął tam stalinowskich czystek, nie wiadomo w jaki sposób, by w 1943 roku zostać zastępcą dowódcy jednego z batalionów I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Zginął w jednej z bitew, a pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Ulica Romana Pazińskiego odchodzi na południe od ul. Zorzy i wiedzie przez wybudowane w latach 60. XX wieku osiedle Instytutu Badań Jądrowych, które często bywało nazywane „Osiedlem Atomowym”. Wybudowano na nim kilkadziesiąt wysokim budynków mieszkalnych, otoczonych przez urządzoną zieleń, a pośrodku znalazło się nawet miejsce na przedszkole. Ulica zapewne istniała już wcześniej, bo wzdłuż znajduje się też kilka starszych i młodszych domów jednorodzinnych. Warty uwagi jest też fakt, że przed jednym z bloków zasadzono niedawno dąb pamięci ku pamięci mjra Wacława Cecota, zamordowanego w Katyniu w 1940 roku.

Wojewoda mazowiecki zadecydował, że miejscem Romana Pazińskiego zajmie mjr Józef Jagmin, postać równie tajemnicza co poprzedni patron. Wikipedia podaje, że był on uczestnikiem powstania listopadowego, ale czy na pewno chodzi o tą postać to wie tylko otoczenie samego wojewody. Jedno jest jednak pewne, że w Warszawie jest już ul. Stanisława Jagmina. I to na drugim końcu Warszawy, na wschodnim skraju Tarchomina. Nie mam wątpliwości, że ktoś niezorientowany poproszony o zawiezienie na ul. Jagmina, zostanie doprowadzony na Białołękę, a nie do Wawra. Na pewno nie, dopóki nie zmieniono tablic z nazwami ulicami.

Dom przy ul. Pazińskiego 8 (2017)
Dom przy ul. Pazińskiego 8 (2017)

A na to się na razie nie zapowiada.