O dekomunizacji raz jeszcze, czyli którego Jagmina wybrać?

Temat ostatniej dekomunizacji nazw warszawskich ulic zszedł już co prawda nieco z czołówek stołecznych gazet, jednak nie oznacza to, że wprowadzony bałagan udało się zamieść pod dywan. Mamy bowiem sytuację kuriozalną, w której oficjalnie obowiązują nowe nazwy, jednakże wszystkie mapy drukowane oraz tablice kierunkowe nadal wskazują stare nazwy. I zmieni się to, dopóki sądy nie rozstrzygną zażalenia złożonego przez miasto. Jakby tego było mało, okazuje się, że nowe nazwy… powtarzają już istniejące nazwy ulic w Warszawie!

Tablica MSI z nazwą ul. Pazińskiego (2017)
Tablica MSI z nazwą ul. Pazińskiego (2017)

Przeniesiemy się do Wawra, dokładniej do wschodniej części Anina, gdzie znajduje się ulica, której do niedawna patronował niejaki Roman Paziński. Przyznam się szczerze, że nie zagłębiałem się w życiorys patrona dopóki nie okazało się, że jego nazwisko należy wymazać z tablic adresowych. Okazuje się, że jest to postać bardzo mało znana, nie ma swojej biografii w Wikipedii, więc trzeba było posiłkować się innymi, okrojonymi źródłami. Roman Paziński był zwykłym robotnikiem, tokarzem-metalowcem, jak wielu z nich sympatyzujący i zaangażowany w ruch komunistyczny. W latach 30. XX wieku trafił do Związku Radzieckiego i uniknął tam stalinowskich czystek, nie wiadomo w jaki sposób, by w 1943 roku zostać zastępcą dowódcy jednego z batalionów I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Zginął w jednej z bitew, a pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Ulica Romana Pazińskiego odchodzi na południe od ul. Zorzy i wiedzie przez wybudowane w latach 60. XX wieku osiedle Instytutu Badań Jądrowych, które często bywało nazywane „Osiedlem Atomowym”. Wybudowano na nim kilkadziesiąt wysokim budynków mieszkalnych, otoczonych przez urządzoną zieleń, a pośrodku znalazło się nawet miejsce na przedszkole. Ulica zapewne istniała już wcześniej, bo wzdłuż znajduje się też kilka starszych i młodszych domów jednorodzinnych. Warty uwagi jest też fakt, że przed jednym z bloków zasadzono niedawno dąb pamięci ku pamięci mjra Wacława Cecota, zamordowanego w Katyniu w 1940 roku.

Wojewoda mazowiecki zadecydował, że miejscem Romana Pazińskiego zajmie mjr Józef Jagmin, postać równie tajemnicza co poprzedni patron. Wikipedia podaje, że był on uczestnikiem powstania listopadowego, ale czy na pewno chodzi o tą postać to wie tylko otoczenie samego wojewody. Jedno jest jednak pewne, że w Warszawie jest już ul. Stanisława Jagmina. I to na drugim końcu Warszawy, na wschodnim skraju Tarchomina. Nie mam wątpliwości, że ktoś niezorientowany poproszony o zawiezienie na ul. Jagmina, zostanie doprowadzony na Białołękę, a nie do Wawra. Na pewno nie, dopóki nie zmieniono tablic z nazwami ulicami.

Dom przy ul. Pazińskiego 8 (2017)
Dom przy ul. Pazińskiego 8 (2017)

A na to się na razie nie zapowiada.

Reklamy

O kapliczce przy ul. Noakowskiego 16

Kamienica przy ul. Noakowskiego 16 to gorący temat nie tylko w ostatnich dniach, bo historia jej reprywatyzacji przewija się w serwisach prasowych i internetowych przez ostatnich kilkanaście miesięcy, przede wszystkim na związku z osobą aktualnej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ja jednak chcę zauważyć coś, co przypadkowo wypłynęło dzisiaj na światło dzienne, a ja mam z tym (zdjęciem) coś wspólnego.

Kapliczka przy ul. Noakowskiego 16 (2009)

Wszystko za sprawą tej kapliczki. Był to wrzesień 2009 roku, a ja przed otwartą bramę wszedłem na podwórko i wykonałem dwa zdjęcia swoim przedpotopowym aparatem. Jako że były to moje początki z fotografią i varsavianistyką, nie są one wybitnie artystyczne. Po niemal dziesięciu latach mają jednak wartość dokumentalną, bo w związku z przemianami własnościowymi podwórze wygląda kompletnie inaczej. A uwiecznionej na zdjęciu kapliczki już nie ma, bo w trakcie prac remontowych podobno została przypadkowo zniszczona przez samochód dostawczy. Choć faktycznie nie należała do najpiękniejszych, miała w sobie jednak ducha tego miejsca, przetrwała II wojnę światową i okres PRL, a zniszczył ją dopiero kapitalizm w stylu warszawskim.

Kapliczki już dzisiaj nie ma, ale nagle stała się ona jednym z dowodów na bezduszność warszawskiej „złodziejskiej” reprywatyzacji.

Złota 44 krok po kroku

Adres „Złota 44” znają zapewne nie tylko warszawiacy, ale kojarzy go także większość mieszkańców naszego kraju. Budynek znany również jako Żagiel Libeskinda uznaje się za jeden z najciekawszych projektów architektonicznych ostatnich lat w Warszawie, a niektórzy widzą w nim wręcz budynek ikoniczny, aczkolwiek jego ostateczny wygląd lekko rozminął się z początkowym projektem, moim skromnym zdaniem. Niemniej jednak jego nietypowy kształt oraz doskonałe usytuowanie na długo będzie uzupełniać warszawski „skyline”. Pamiętacie jednak, co znajdowało się w tym miejscu zaledwie kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat wcześniej?

Widok na Żagiel Libeskinda z Alej Jerozolimskich (2016)
Widok na Żagiel Libeskinda z Alej Jerozolimskich (2016)

Otóż okazuje się bowiem, że ze względu na sąsiedztwo Pałacu Kultury i Nauki mamy doskonałe materiały fotograficzne dotyczącego tego, co w tym miejscu znajdowało się zanim zaczęto w ogóle myśleć o biurowcach w Warszawie. Na początku XX wieku na rogu ul. Złotej (nr 44) i ul. Sosnowej (nr 7), na działce o numerze hipotecznym 1486e, znajdowała się bowiem trzypiętrowa kamienica z dwoma budynkami frontowymi oraz krótką oficyną boczną, wobec czego podwórko było otwarte w stronę północną. Według Jerzego Kasprzyckiego w tym budynku w okresie międzywojennym znajdowała się dość znana cukiernia „Amerykanka”. Budynek został częściowo uszkodzony w czasie II wojny światowej, jak podsumowano w dokumentach Biura Odbudowy Stolicy, część murów była popękana, a stropów zburzona, uszkodzona była także drewniana klatka schodowa, jednak zarządzono natychmiastowe zabezpieczenie budynku i jego remont. Pomimo zmian w okolicy budowla musiała być odpowiednio solidna, bo widoczna jest jeszcze na zdjęciach z początku lat 70. XX wieku. Dopiero później, zapewne w związku z budową Dworca Centralnego, ta oraz sąsiednie kamienice zostały wyburzone.

Widok ul. Złotej w latach 70. XX wieku (ze zbiorów Ośrodka Karta)
Widok ul. Złotej w latach 70. XX wieku (ze zbiorów Ośrodka Karta)

W latach 80. XX wieku planowano w tym miejscu budowę tzw. Zachodniego Centrum Warszawy, tutaj mógł stanąć hotel dworcowy, ale zamiast niego w 1989 roku rozpoczęła się budowa budynku usługowo-handlowego dla firm Pewex i Warimpex, który wkrótce stał się znany jako „Bogusz Center”. Budynek został zaprojektowany przez Jerzego Skrzypczaka, Andrzeja Darskiego i Wojciecha Bagińskiego. Budynek uzyskał wystrój podobny do sąsiedniego hotelu Holiday Inn, z którym był połączony szklanym dachem, będącym echem idei pasażu pieszego przez Zachodnie Centrum Warszawy obłożony był białymi płytkami i miał okna z niebieskimi szybami, w środku znalazły się boksy z eleganckimi butikami. Początkowo mieścił się tutaj Pewex oraz galeria Bogusz Center, dopiero w 1995 roku zmieniono nazwę budynku na City Center. W 2004 roku właścicielem budynku została spółka Orco Property Group, która już wtedy miała swoje plany wobec tej działki i w 2007 roku rozebrała budynek.

Budynek "City Center" w 2007 roku (fot. Łeba / Wikipedia)
Budynek „City Center” w 2007 roku (fot. Łeba / Wikipedia)

Niedługo potem rozpoczęła się tutaj budowa znanego nam dzisiaj wieżowca „Złota 44” albo „Żagiel Libeskinda”, według projektu amerykańskiego architekta Daniela Libeskinda. Niestety początki rozpoczętej w 2007 roku inwestycji były bardzo trudne, bo zaledwie po kilku miesiącach od wbicia pierwszej łopaty w Polsce zawitał kryzys na rynku nieruchomości, a budowa została wstrzymana w połowie 2009 roku. Przez kolejne miesiące nie było wiadomo, czy budowa w ogóle będzie kontynuowana, zaś inwestor wciąż negocjował z bankami dalsze finansowanie inwestycji. Swoją rękę do utrudnień przyłożyli mieszkańcy okolicznych bloków, którzy protestowali przeciwko kontynuacji budowy, obawiając się zbytniego zacienienia swoich mieszkań. Mimo tych wszystkich kłopotów budowę udało się wznowić po dwóch latach, na początku 2011 roku.

W trakcie samej budowy nie było już większych kłopotów, w połowie sierpnia 2011 roku budynek osiągnął wysokość 130 metrów, wkraczając do pierwszej dziesiątki najwyższych warszawskich wieżowców, a pełną wysokość 192 metrów oraz kształt nawiązujący do żaglowca budynek uzyskał 28 października 2012 roku, tego też dnia – po raz pierwszy –  na jego szczycie zawieszona została wiecha. Stał się wówczas najwyższym w Warszawie, ale nie w Polsce budynkiem mieszkalnym, był też najwyższym budynkiem o wysokości liczonej tylko do dachu. Wiechę zawieszono też po raz drugi, 2 lutego 2012 roku, a z tej okazji odbył się także pokaz fajerwerków.

Następnie przystąpiono do prac wykończeniowych, rozpoczęto układanie dwukolorowych szklanych tafli elewacji oraz prace urządzeniowe w mieszkaniach. W kwietniu 2013 roku rozpoczęto demontaż służącego do budowy wieżowca 200-metrowego dźwigu. Podczas tych prac trzeba było zdemontować wieńczący budynek tzw. „steel peak”, który zamocowano ponownie na początku czerwca i ukończono 9 lipca 2013 roku poprzez ułożenie ostatnich paneli na szczycie.

Choć z zewnątrz budynek był już gotowy, to wewnątrz pojawiły się kłopoty, zerwano nawet umowę z wykonawcą prac wykończeniowych, wobec czego budynek ostatecznie wykończono nie w 2014 roku, tak jak zaplanowano, lecz dopiero w marcu 2017 roku, kiedy to budynek został oddany do użytku. Oznacza to, że jego budowa trwała niemal dziesięć lat. Efekt końcowy można jednak uznać za imponujący. Szkoda tylko, że od środka zobaczą go jedynie wybrani, wśród nich piłkarz Robert Lewandowski oraz modelka Joanna Krupa. Oraz dziesiątki innych, mało znanych biznesmenów czy sportowców. Muszą być stąd piękne widoki.

Na szczęście dla pięknych widoków nie trzeba kupować tutaj mieszkania, bo można skorzystać z tarasu widokowego w sąsiednim Pałacu Kultury i Nauki!

Kamienica Jochweta Taubenhausa

Wiele jest w Śródmieściu wartościowych kamienic, które przetrwały niszczącą zawieruchę wojenną i do dzisiaj dekorują wąskie śródmiejskie ulice. Nazwisko „Taubenhaus” kojarzy się większości zapewne z wyróżniającą się neogotycką kamienicą na rogu ul. Marszałkowskiej i ul. Skorupki, jednak niewiele dalej znajduje się jeszcze jedna urokliwa kamienica opatrzona tym samym nazwiskiem inwestora, choć zupełnie innym imieniem. Kamienica ta znajduje się przy ul. Hożej 27.

Kamienica przy ul. Hożej 27 (2017)
Kamienica przy ul. Hożej 27 (2017)

Na przełomie XIX i XX wieku rodzina Taubenhausów budowała liczne kamienice przy pryncypialnych ulicach Warszawy, takich jak Marszałkowska, Aleje Ujazdowskie czy Krakowskie Przedmieście. Najwięcej znanych mi kamienic wzniósł Matias Taubenhaus, w tym słynną kamienicę przy ul. Marszałkowskiej 74, która była tak naprawdę jedną z dwóch identycznych kamienic flankujących wylot ul. Sadowej (ob. ul. Skorupki). Nas jednak tym raz interesuje kamienice położona na drugim końcu tej niewielkiej ulicy, na rogu ul. Hożej. Sama ul. Sadowa została wytyczona pod koniec XIX wieku na terenach dawnego pałacu Klemensa Bernaux, wybudowanego sto lat wcześniej, a jej pierwotna nazwa zaczerpnięta została od otaczających go sadów. Przez działkę wytyczono dwuczęściową ulicę, która pozwoliła zmaksymalizować zyski ze sprzedaży działek oraz z budowy nowoczesnych kamienic.

Kamienica przy ul. Hożej 27, zwieńczenie (2017)
Kamienica przy ul. Hożej 27, zwieńczenie (2017)

Kamienica Jochweta Taubenhausa została wybudowana w latach 1898-1900 najpewniej według projektu Karola Kozłowskiego, który nadał trzypiętrowej kamienicy historyzujący kostium z bogatym detalem architektonicznym i rzeźbiarskim, wśród których zdecydowanie wyróżnia się ścięty narożnikiem ze zdobionymi balkonami o metalowych balustradach, trzema ryzalitami ze zdobionymi obramieniami okiennymi oraz trójkątnymi zwieńczeniami, ponad którymi znalazła się dominująca nad narożnikiem ośmioboczna kopuła z lukarnami w dachu mansardowym. Posesję zabudowano w sposób typowy dla tamtych czasów, to znaczy pośrodku znalazło się niewielkie podwórko-studnia otoczone oficynami. Warto zwrócić też uwagę na bogato zdobiony przejazd bramny oraz ustawioną na podwórku kapliczkę, zapewne z czasów niemieckiej okupacji. Kamienica jest wypielęgnowana i dobrze zachowana, a około 2010 roku przeszła gruntowny remont.

Jak pisał w swoich felietonach Jerzy Kasprzycki, w 1922 roku kamienicę tę zakupił Abram Ajzenberg, uchodźca z głębi Carstwa Rosyjskiego, który ciężką pracą w fabrykach na Kole i w Górcach doszedł do majątku, za który mógł pozwolić sobie na ten zakup. Wkrótce doprowadził on do przebudowy kamienicy, namówił mieszkańców na wspólne zaciągnięcie pożyczki bankowej na osiem lat ze spłatami 8% rocznie. W kamienicy mieszkało wówczas podobno wielu adwokatów, w tym doktor praw Stanisław Warmski, specjalista od prawa handlowego i własnościowego, który prowadził sprawy Ajzenberga, a także przedstawiciele wielu znanych warszawskich i polskich rodzin – m.in. Łubieńscy. Abram Ajzenberg zmarł w 1938 roku, urząd skarbowy wycenił spadek na 600 000 złotych, a w bankowej kasetce, oprócz kosztowności i papierów wartościowych, znaleziono też pamiątkę z dawnej tułaczki – trzy sznurki dziecięcych koralików.

Kamienica nie została zniszczona w czasie II wojny światowej i dzisiaj bardzo ładnie wpisuje się w krajobraz tej części Śródmieścia, które jeszcze w wielu miejscach przypomina, jak wyglądało centrum miasta na początku XX wieku.

Ulica Bosmańska

Ulica Bosmańska to jedna z wielu podobnych uliczek Wawra i Anina, jednak po kilkoma względami od nich się wyróżnia. Powstała zapewne na początku XX wieku w momencie, kiedy rodzina Branickich – właściciel okolicznych ziem – podjęła się parcelacji danego terenu z przeznaczeniem na zabudowę mieszkalną i letniskową. W Aninie, który uzyskał swoją nazwę od Anny Branickiej, żony ówczesnego właściciela Wilanowa, wytyczona została sieć uliczek głównych, biegnących z północy na południe, zwanych „Alejami”, oraz prostopadłych do nich ulic „Poprzecznych”.

Ulica Bosmańska (2015)
Ulica Bosmańska (2015)

Jednak ul. Bosmańska nie zaliczyła się do żadnej z tych „typów” osiedlowych ulic, choć biegła prostopadle do głównego ciągu osiedlowych alej, to jednak nie otrzymała kolejnego numeru, jak pozostałe ulice poprzeczne, lecz oddzielną nazwę – Kościelna. Wynikało to zapewne z dwóch faktów. Po pierwsze ulica nie przecinała osiedla w całości, to jest od torów kolejowych do drogi głównej, ob. ul. Kajki, lecz kończyła się skrzyżowaniem przed dużą działkę, po drugie, która była przeznaczona właśnie pod aniński kościół. W 1916 roku stanęła tam drewniana kaplica, zaś w 1980 roku wybudowano współczesny kościół Matki Bożej Królowej Polski, który jest jednak przypisany adresowo do ul. Rzeźbiarskiej.

Ulica uzyskała zapewne typową zabudowę letniskową, z czasem systematycznie wymienianą na współczesne budynki mieszkalne, jednak przy ul. Bosmańskiej nie zachowały się żadne ciekawsze stare zabudowania, ani wille ani świdermajery. Jednak jeszcze kilka lat temu przy ul. Bosmańskiej 1 znajdował się stary dom, który wydawał się być znacznie ciekawszy od wielu okolicznych domostw – był to parterowy budynek z poddaszem umieszczonym w mansardowym dachu, wyróżnionym wieloma większymi i mniejszymi wystawkami. Niestety w 2016 roku został rozebrany, a w jego miejscu w kilka miesięcy wybudowano nowy jednopiętrowy dom mieszkalny wielorodzinny, który w zasadzie niczym nie różni się od wielu podobnych inwestycji.

Jeden dom na działce często okazuje się niewystarczający, szczególnie jeżeli jest to bardzo stary dom parterowy z dachem pulpitowym, jakich jeszcze kilkadziesiąt lat temu na warszawskich przedmieściach budowano setki czy nawet tysiące. Dobrym przykładem takiej inwestycji może być dom przy ul. Bosmańskiej 10, gdzie przed niedużym starym budynkiem wybudowano nowy, znacznie obszerniejszy budynek mieszkalny jednorodzinny, dość typowy budynek jednopiętrowy z poddaszem ukrytym pod czterospadowym dachem oraz niewielkimi przybudówkami w formie aneksów.

Niezabudowane działki także nie pozostają obojętne inwestorom, a bardzo często o wiele łatwiej jest zbudować coś na pustej posesji niż starać się o pozwolenie na wyburzenie domu, a potem jeszcze porządkować działkę i budować nowy dom. Przykładem może być tutaj osiedle na rogu ul. Stradomskiej i ul. Bosmańskiej. Tutaj na pustej działce w 2016 roku rozpoczęła się budowa zespołu trzech budynków mieszkalnych jednorodzinnych w zabudowie szeregowej, które zostały zaprojektowane w pracowni S-Projekt W. Szczepkowski dla spółki Perstang. W środku znajdzie się 9 lokali mieszkalnych o powierzchniach od 119 do 136 metrów kwadratowych z możliwym do zaadaptowania poddaszem oraz ogródkiem. Ich budowa jeszcze trwa.

W przeciwległym narożniku skrzyżowania znajduje się jeszcze jedna duża leśna działka, obecnie nieużytkowana. Plan miejscowy przeznacza go pod zabudowę, więc i tutaj zapewne niedługo wbita zostanie pierwsza łopata.

Było MODO, jest kolejne zwykłe centrum handlowe.

Centrów handlowych w Warszawie jest pod dostatkiem, aczkolwiek specjaliści od rynku twierdzą, że ten nie jest jeszcze w pełni nasycony i w mieście jeszcze wciąż sporo miejsca na dodatkowe wielkopowierzchniowe przestrzenie handlowe. Rzeczywistość wydaje się jednak przeczyć tym doniesieniom, bo niektóre centra i obiekty handlowe radzą sobie co najmniej średnio. Niektórym nie pomogła nawet „specjalizacja”. Tak stało się z centrum handlowym „MODO. Dom Mody”, o którym pisałem w marcu 2016 roku.

Centrum aspirowało wówczas do miana modowej stolicy Warszawy oraz raju dla szafiarek i wszelkiego rodzaju blogerek i blogerów modowych. W strefach Pop Fashion (mody popularnej), Brand Fashion (wiodących marek) i Art Fashion (designu) zaplanowano butiki różnych branż modowych, niespotykanych ponoć w innych centrach handlowych. Centrum otwarto 17 października 2015 roku, jednak już po roku prasa branżowa donosiła, że nie radzi sobie ono na warszawskim rynku, a teoretycznie wyjątkowo specjalizacja nie przynosi jej spodziewanych zysków. Ani ogromna promocja, ani wielkie billboardy i mnóstwo zaangażowanych w projekt gwiazd nie pomogło galerii mody MODO uniknąć problemów wizerunkowych i finansowych – donosił w swoim artykule portal Fashion Biznes. Problemem okazały się niewielkie powierzchnie sklepów, niewygodne rozmieszczenie sklepów czy nieodpowiednia strategia marketingowa, a moim zdaniem lokalizacja również zrobiła swoje.

Zmian nie dało się niestety uniknąć, wobec czego właściciel zmienił podejście i 8 czerwca 2017 roku oficjalnie otwarto „Centrum Handlowe Łopuszańska 22”. W praktyce centrum stało się typową galerią handlową z przedmieścia Warszawy, a dotychczasowe butiki modowe zastąpiły outlety z tanią odzieżą polską i azjatycką, sklep elektroniczny oraz wszechobecna Biedronka. Dziennikarze zgodnie podkreślali, że zmiana była ostatnią deską ratunku dla obiektu, bo z dnia na dzień ubywało nie tylko klientów, ale również projektantów, a ich miejsce stopniowo zastępowały nowe sklepy z niższej półki.

Jak w tym wypadku będzie przyszłość centrum handlowego przy ul. Łopuszańskiej? Czy skończy tak, jak centrum handlowe „Fort Wola” przy ul. Połczyńskiej, które ostatecznie zostało zamknięte i czeka teraz na całkowitą przebudowę, czy może jednak uda mu się odnaleźć na warszawskim rynku handlowym? Czas pokaże.

Nie będzie al. Kaczyńskiego, bo… taka nazwa już jest?

Przygotowali Jakub Jastrzębski (Kierunkowy 22) i Mikołaj Węgier (Oddechy Warszawy).

Aleja Tadeusza Kaczyńskiego – tablica MSI
Aleja Tadeusza Kaczyńskiego – tablica MSI

Na konferencji prasowej 10 listopada 2017 roku Wojewoda Mazowiecki Zdzisław Sipiera ogłosił plany dekomunizacji prawie 50 nazw warszawskich ulic. Wśród zmian znalazł się projekt nadania al. Armii Ludowej imienia Lecha Kaczyńskiego. W serwisach internetowych pojawiły się tytuły „Aleja Lecha Kaczyńskiego zamiast Armii Ludowej. 47 nazw ulic do zmiany” (TVN Warszawa), „Dekomunizacja Alei Armii Ludowej. Zamiast niej będzie Aleja Kaczyńskiego” (Dziennik), „Al. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Decyzją wojewody zastąpi al. Armii Ludowej” (Metro Warszawa).

Aleja Armii Ludowej w rejonie ul. Jazdów (2012)
Aleja Armii Ludowej w rejonie ul. Jazdów (2012)

Autorzy tych doniesień nie zorientowali się, że w Warszawie… jest już aleja Kaczyńskiego. Na terenie tej samej dzielnicy – Śródmieścia – a konkretnie na Nowym Mieście, w Parku Traugutta znajduje się aleja Tadeusza Kaczyńskiego. Nazwę tę nadała 25 sierpnia 2011 roku Rada Miasta Stołecznego Warszawy uchwałą nr XXI/433/2011. Tadeusz Kaczyński, jak głosi tablica informacyjna przy alei jego imienia, był „warszawiakiem, muzykologiem, pisarzem, krytykiem i działaczem muzycznym, autorem koncertów polskich pieśni patriotycznych, twórcą Filharmonii im. Romualda Traugutta”.

Możliwe, że Wojewoda wziął pod uwagę fakt istnienia alei T. Kaczyńskiego, skoro jak czytamy w  Dzienniku Urzędowym Województwa Mazowieckiego z dnia 10 listopada 2017 roku, pozycja 10139:

„§ 1. Zmienia się dotychczasową nazwę ulicy położonej w m. st. Warszawie z Aleja Armii Ludowej na Lecha Kaczyńskiego”.

O ile ten zapis mógłby pozostawić jeszcze wątpliwości, czy mamy mieć do czynienia z ulicą, czy aleją, to rozwiewa je dalsza treść:

„Na mocy art. 6 ust. 2 i 3 ustawy organ nadzoru jest zatem zobligowany do wydania zarządzenia zastępczego dokonującego zmiany nazwy z ulicy Aleja Armii Ludowej na ulicę Lecha Kaczyńskiego”.

Czy w takim razie w Warszawie istniałyby jednocześnie aleja Kaczyńskiego i ulica Kaczyńskiego? Co do zasady unika się nadawania nazw ulic o zbliżonym brzmieniu, jako mogących powodować pomyłki. Najpoważniejszym odstępstwem od tej zasady jest ponad 200 ulic w dzielnicy Wesoła, które dublują nazwy istniejące w innych dzielnicach miasta. Wynikło to ze szczególnych zasad, na jakich włączono w 2002 roku tę miejscowość w granice stolicy. Wywołuje to pewne problemy, ale częściowo rozwiązuje je dodanie po nazwie ulicy w adresie uzupełnienia „Warszawa-Wesoła”.

Drugim istotnym wyjątkiem są ulica i aleja Wilanowska. Co ciekawe dualizm ten również związany jest z dekomunizacją nazw. Po przyłączeniu w 1938 roku Służewa do Warszawy drodze do podmiejskiego jeszcze Wilanowa nadano nazwę Aleja Wilanowska. Jednocześnie na Powiślu istniała już wcześniej ulica Wilanowską. Być może właśnie by uniknąć dublowania nazw, ulicę Wilanowską na Powiślu przemianowano w marcu 1950 roku na ulicę Gwardzistów. Historyczną nazwę przywrócono w 1997 roku. Od tego czasu współistnieją aleja i ulica o tej samej nazwie, przy czym do obu przypisane są adresy budynków, co może sprawiać mieszkańcom kłopoty. Takiego problemu nie byłoby w przypadku alei Tadeusza Kaczyńskiego – to ciąg pieszy, bez przypisanych adresów. Nie zmienia to jednak faktu, że to oficjalna nazwa ulicy.

Jeśli Armię Ludową koniecznie trzeba zmienić, a współistnienie alei i ulicy o takiej samej nazwie nie wydaje się problemem, to może warto rozważyć przywrócenie tej alei jej historycznej nazwy? Fragment dzisiejszej al. Armii Ludowej pomiędzy Marszałkowską a Polną został wytyczony pod koniec lat 30. XX wieku jako al. Józefa Piłsudskiego – główna arteria niezrealizowanej Dzielnicy Marszałka na Polu Mokotowskim. Choć dziś trudno w to uwierzyć, ale nazwa ta przetrwała do końca lat 40.! Pojawiała się nawet na planach z okresu okupacji niemieckiej i w pierwszych latach Polski Ludowej! Zmieniono ją dopiero około 1949 roku, kiedy nowa władza okrzepła na tyle by pozbyć się kłopotliwych nazw ulic, takich jak choćby aleja generała Władysława Sikorskiego, jak nazywał się w latach 1946-1949 fragment Alej Jerozolimskich. Przywrócenie historycznej nazwy alei Armii Ludowej jako alei Józefa Piłsudskiego powtarzałoby patrona placu Piłsudskiego, ale jak wspomniałem wcześniej, nie byłaby to sytuacja bez precedensu.

Powojenny plan Warszawy z ob. al. Armii Ludowej
Powojenny plan Warszawy z ob. al. Armii Ludowej

Ciekawostką może być też fakt, że przejściowo w Warszawie była również ul. Niepodległości i al. Niepodległości, jednak ta pierwsza uzyskała ostatecznie za patrona Edwarda Abramowskiego.