Ulica Boguszewska

Ulica Boguszewska to niewielka ulica położona gdzieś daleko na Odolanach, która, mimo iż okolica powoli zabudowuje się nowymi osiedlami bloków mieszkalnych, zdaje się nie zmienić swojego wyglądu przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Może jednak już niedługo, bo nowa zabudowa coraz szybciej zbliża się do tego zakątka i zdołała już postawić swój pierwszy krok pośród opuszczonych kamieniczek i jednorodzinnych domków.

Ulica Boguszewska pojawiła się na planach Warszawy dopiero w latach 30. XX wieku jako element parcelacji gruntów dawnej wsi Odolany pod zabudowę mieszkalną – jej bieg zaplanowano wówczas od ul. Karlińskiego na północy aż do ul. Gniewkowskiej na południu. W praktyce wytyczony został jedynie odcinek środkowy w rejonie ul. Jana Kazimierza i z tego też powodu wzniesiona przed wojną zabudowa – tylko wzdłuż zachodniej części ulicy – uzyskała dość wysoką numerację jak na tak krótką ulicę. Choć po wojnie okolica została przeznaczona pod zabudowę przemysłową, nie wpłynęło to w żaden sposób na układ ul. Boguszewskiej – przez dziesięciolecia zachowały się tutaj cztery stare domy położone po zachodniej stronie gruntowej ulicy, pozostała część znalazła się zaś zapleczem pobliskich obiektów magazynowych.

Rozpoczynając spacer od ul. Jana Kazimierza natrafimy najpierw na podwójny dom nr 27/29, który jest w praktyce pojedynczym budynkiem parterowym z dwuspadowym dachem, w dodatku obecnie częściowo opuszczonym i chyba zamieszkałym tymczasowo przez bezdomnych, o czym świadczy dość szeroko otwarta furtka na działkę oraz swobodny dostęp do wnętrza budynku, który jednak wydaje się być w pewien sposób uporządkowany. Ciekawostką jest fakt, że połowa domu jest częściowo drewniana, a na jego zapleczu znajduje się dodatkowo niska murowana oficyna.

Dom przy ul. Boguszewskiej 25a (2015)
Dom przy ul. Boguszewskiej 25a (2015)

Zaraz obok znajduje się dom nr 25a, który jest najprawdopodobniej przebudowaną w latach 90. XX wieku przedwojenną kamienicą, nosi bowiem typowe dla tego typu zabudowy cechy zatarte częściowo przez wtórnie dodaną wystawkę poddasza. Obok znajdowała się jeszcze przedwojenna kamienica nr 25, jednak została ona rozebrana po 2005 roku i obecnie znajduje się tutaj pusta działka.

Na końcu ulicy znajdziemy się zaś pierwszy jaskółkę zmian, które opanowały już całą okolicę. Jeszcze w 2015 roku znajdowała się tutaj opuszczona przedwojenna kamienica nr 23, prosty jednopiętrowy budynek bez tynków, nakryty dachem naczółkowym. Naprzeciwko znajdowała się jeszcze niezabudowana działka z pozostałościami ogródków działkowych. Jednakże w 2016 roku rozpoczęła się w tym miejscu budowa budynku mieszkalnego wielorodzinnego z garażem podziemnym, zaprojektowanego przez Wojciecha Gałązkę dla Tomasza Stąpora, właściciela starego budynku i całej działki.

Naprzeciwko zaś w latach 2015-2017 wybudowano pierwsze przedszkole na Odolanach, w lipcu 2016 roku oficjalnie utworzono tutaj Przedszkole nr 426, zaś w czerwcu 2017 roku placówkę otworzyła osobiście prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Budynek jest jednopiętrowy z dużym przeszkleniem od strony północnej, otwierającym widok na hol wejściowy, obiekt mieści 225 dzieci i kosztował około 5 mln złotych. Na potrzeby dojazdu do przedszkola sama ulica została też przebudowana, uzyskując nową jezdnię i chodniki.

Ciekawe, jak długo jeszcze stara zabudowa zdoła przetrwać przy ul. Boguszewskiej?

 

Reklamy

Ulice Biskupia i Metalowców na Grochowie

Ulica Biskupia i ulica Metalowców to ulice jakich wiele nie tylko w Warszawie, ale nawet na Grochowie. Pierwsza z nich może być bardziej znana okolicznym mieszkańcom, ponieważ stanowi dojazd do licznych domów i bloków, jest tu wiele różnych sklepów oraz lokali usługowych. Druga jest niemal całkowicie zapomniana i funkcjonuje raczej jako ścieżka między blokami. Mimo to historia ich powstania może wydawać się interesująca.

Grunta dawnej wsi Grochów zostały rozparcelowane pod zabudowę już w okresie międzywojennym, co z łatwością można zauważyć na dostępnych planach miejskich – widać na nich siatkę gęstych uliczek, a na planach szczegółowych można też dostrzec mnóstwo niewielkich działek przeznaczonych pod zabudowę. Wśród tych uliczek była też niewielka ul. Metalowców, która biegła na wschód od szerokiej planowanej arterii, jaką miała być al. Olszynki Grochowskiej. Co ciekawe, jej szerokość wynikała nie z miejskiej planistyki, lecz z rządowych koncepcji rozwoju okolic Warszawy. Tędy miała bowiem przebiegać szeroka droga wodna otaczająca miasta – koncepcja była jednak na tyle nie do uniesienia dla młodego państwa polskiego, że żadnych prac poza planistycznymi nigdy w tym miejscu nie zrealizowano. Pozostałością jest jedynie wąziutka strużka istniejącego do dzisiaj Kanału Olszynki Grochowskiej.

Plac parcelacji Grochowa (1936)
Plac parcelacji Grochowa (1936) – fot. mapa.um.warszawa.pl

Nie oznacza to jednak, że wzdłuż planowanych ulic nie pojawiła się żadna zabudowa. Jako że były to jednak dość dalekie warszawskie przedmieścia, widoczne były tutaj albo niewielkie i skromne domki albo pojedyncze kamienice przy ważniejszych planowanych skrzyżowaniach ulic, które jeszcze przez dziesięciolecia nie byłyby wybudowane. Przy samym skrzyżowaniu z ul. Grochowską powstały dwie kamienice, ale tylko jedna z nich przetrwała II wojnę światową i pomimo przeciwności losu istnieje do dzisiaj pod adresem Biskupia 4. Jest to skromna, zaniedbana obecnie kamienica dwupiętrowa wychodząca na niewielką uliczkę wewnętrzną, dojazd do osiedla domków jednorodzinnych z lat 80. XX wieku. Dopiero wtedy bowiem zrezygnowano ostatecznie z idei wielkiego kanały i zdecydowano się ten teren zabudować. Warty uwagi jest też przedwojenny dom o adresie Biskupia 42.

Po wojnie niektóre działki przy dawnej al. Olszynki Grochowskiej, a późniejszej ul. Biskupiej zostały oczywiście tymczasowo zabudowane – tak jak na przykład działka o adresie Biskupia 10. W niewielkim parterowym budyneczku przez lata działał zakład produkcji opakowań plastikowych „Tubus”, produkując proste składane opakowania znane między innymi z kosmetyków czy darmowych próbek. Przez dziesięciolecia jednak okolica znalazła się znacznie „bliżej centrum”, więc taką produkcję można było przenieść gdzieś indziej i sprzedać działkę z zyskiem. W 2016 roku rozpoczęto więc tutaj budowę budynku mieszkalnego wielorodzinnego, który obecnie jest nadal w budowie. Będzie on jedynym współczesnym uzupełnieniem zabudowy, ponieważ większość domów powstała w latach 80. i 90. XX wieku – domy szeregowe, budynki mieszkalne oraz bloki w północnej części ul. Biskupiej i wzdłuż ul. Metalowców.

No właśnie, a co stało się z ul. Metalowców? Przecież wiele przedwojennych, nigdy nie zabudowanych ulic na zawsze zniknęło z planu Warszawy, a ta jednak niespodziewanie się zachowała. Nie było to jednak dobra wola budowniczych niewielkiego osiedla bloków mieszkalnych ani miejskich planistów, po prostu przy tej ulicy jeszcze coś było! Coś, co potrzebowało mieć adres, a najłatwiej było po prostu nie ingerować i nic nie zmieniać. Okazuje się bowiem, że w okresie powojennym przy ul. Metalowców powstał dom jednorodzinny – właściwie niewielki domek z poddaszem i dachem pulpitowym. Jak to zwykle było w socjalistycznej gospodarce, osiedle wybudowano dookoła, teren zagospodarowano, a ewentualne problemy z dodatkowym wysiedlaniem omijano szerokim łukiem. I tym oto sposobem domek o adresie Metalowców 9 istnieje sobie do dziś dnia.

A wy macie jakieś skojarzenia lub wspomnienia z ul. Biskupiej lub ul. Metalowców?

 

Wolica – wieś wśród bloków Ursynowa

Choć na obszarze, gdzie obecnie znajduje się blokowisko Ursynów-Natolin, przez stulecia dominowały głównie pola uprawne, to między nimi znajdowało się kilka niewielkich wsi – Kabaty, Imielin, Moczydło czy Służew. Najbardziej znaną jednak, a zarazem położoną najbliżej bloków była wieś Wolica. Wybierzemy się dzisiaj na spacer jej główną ulicą w poszukiwaniu pozostałości dawnej wsi – wzdłuż ul. Kokosowej.

Ulica Kokosowa (2011)
Ulica Kokosowa (2011)

Wieś Wolica powstała w XV lub XVI wieku jako wieś rycerska należąca do rodu Wierzbowców i początkowo nosiła najpewniej nazwę Wola Służewska lub Wolica Służewska – przez stulecia wielokrotnie zmieniała właścicieli, aż w XVIII wieku weszła w skład dóbr pałacu wilanowskiego, znanych także jako „klucz wilanowski”. Król Jan III Sobieski przymusowo osiedlił tutaj tureckich jeńców wojennych, schwytanych podczas jego wyprawy pod Wiedeń. Podobno zamieszkali oni w dużym drewnianym domu, który miał istnieć jeszcze w styczniu 2011 roku, ale niestety całkowicie spłonął w pożarze. Szkoda, bo dom miał się stać zaczątkiem planowanego w tym miejscu skansenu wsi ursynowskiej.

Ulica Kokosowa (2017)
Ulica Kokosowa (2017)

W okresie międzywojennym wieś znana była głównie z uprawy warzyw, a w trakcie okupacji niemieckiej w pobliżu stacjonowała niemiecka jednostka obserwacyjna – podczas powstania warszawskiego powstańcom udało się podobno zniszczyć jeden z reflektorów oświetlających niebo. W 1951 roku wieś znalazła się w granicach Warszawy, ale jej układ nie zmienił się znacząco przez kolejne dziesięciolecia, dopóki nie zaczęła się budowa osiedla Ursynów-Natolin, a przede wszystkim budowa I linii metra. To właśnie ona bowiem znacząco podniosła ceny gruntów w tej okolicy, za czym poszło coraz szybsze zabudowywanie niezagospodarowanych terenów porolniczych w najbliższym otoczeniu wsi, a także zastępowanie starej zabudowy wiejskiej nowymi domami.

Krzyż przydrożny przy ul. Kokosowej (2017)
Krzyż przydrożny przy ul. Kokosowej (2017)

Położenie wsi Wolica niemal na samej skarpie wiślanej skutkowało ciekawym ulokowaniem niektórych domów – znalazły się ona w zasadzie na samym zboczu. Do najciekawszych domów ulokowanych w ten sposób należą dom nr 16, który był jednak wielokrotnie przebudowywany, drewniany dom nr 30, który powstał zapewne w 1918 roku i jest jednym z najlepiej zachowanych domostw dawnej wsi, a także dom nr 36, który jest jednak zapewne domem już powojennym, ale o charakterystycznej prostej bryle z czterospadowym dachem, typowej dla terenów podmiejskich. W ich sąsiedztwie znajduje się też kilka współczesnych domów oraz budowany od lat kościół bł. Edmunda Bojanowskiego, jednak on jest już tematem na inną opowieść.

Nie mniej ciekawe domy znajdują się po stronie nieparzystej, gdzie wyróżnia się między innymi masywny drewniany dom nr 29, nakryty dwuspadowym dachem, bardzo przypominający podobny budynek przy ul. Potoki na Mokotowie. Równie ciekawy jest dom nr 39, to jednopiętrowy dom nakryty dwuspadowym dachem, który jest jednak skierowany szczytem dachu w stronę ulicy, co jest układem dość nietypowym jak na podwarszawskie osadnictwo. Pozostałe domy są już całkiem współczesne, co wcale nie znaczy, że są nudne i jednorodne.

Przy ul. Kokosowej 51 przez lata znajdował się wybudowany w latach 30. XX wieku dom jednorodzinny, który jednak w 2012 roku musiał ustąpić nowego budynku mieszkalnego jednorodzinnego dla inwestora prywatnego – w latach 2013-2014 wybudowano tutaj pierwszy segment domu w zabudowie bliźniaczej, czyli parterowy dom z poddaszem ukrytym w obszernym, dwuspadowym dachu ze świetlikami. Budowa drugiego segmentu rozpoczęła się w 2014 roku i jeszcze się nie zakończyła. Tym bardziej będzie okazja, aby jeszcze raz wybrać się na ul. Kokosową.

Od brzydkiego szkieletora do pięknego hotelu?

Nieukończonych budowli, tzw. szkieletorów, jest mnóstwo jak kraj długi i szeroki. Większość z nich pojawiła się w latach 80. i 90. XX wieku jako wynik „przejściowych trudności” albo „niedostosowania do warunków rynkowych”. Niektóre budowy zastygały jednak także w czasach bardziej współczesnych, ale większość z nich jest powoli kończonych. Tak też jest w przypadku wyjątkowo nietypowej inwestycji w al. Krakowskiej 235.

Hotel „Golden Tulip Warsaw Airport” (2017)
Hotel „Golden Tulip Warsaw Airport” (2017)

Przez długie powojenne lata działka na rogu ul. Geologicznej pozostawała pusta, choć sąsiadowała z licznymi warsztatami oraz domkami jednorodzinnymi. Trudno było ją jednak wykorzystać ze względu na nietypowy kształt, była bardzo wąska od frontu i w dodatku niezbyt długa, co nie dawało specjalnych możliwości odpowiedniego jej zagospodarowania. Nadeszła jednak nowoczesność i takie problemy są jej niestraszne, inwestorzy potrafią wykorzystać wszystko, tak jak i niemal wszystko są w stanie zaprojektować architekci. Nawet jeżeli pomysł ten wydaje się przeczyć zdrowemu rozsądkowi i jakimkolwiek podstawowym zasadom zagospodarowania przestrzeni.

 

W drugiej połowie 2010 roku rozpoczęła się tutaj budowa budynku biurowo-hotelowego według projektu Andrzeja Osieckiego, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w ciągu kilkunastu miesięcy uzyskał os aż siedem żelbetowych pięter. Następnie prace zostały zatrzymane, a po kilku miesiącach wznowiono je według projektu Przemysława Gałacha z pracowni GIS Architekci – dla lepszego efektu budynek dostał jeszcze dwie dodatkowe kondygnacje, po czym ponownie został opuszczony. Nad okolicą przez kilka lat straszyła więc dziewięciopiętrowa żelbetowa konstrukcja z ogromną pustą ścianą szczytową od strony północnej, bo przecież budynek wzniesiono na linii granicznej działek. Kto na taką inwestycję pozwolił – oto pytanie do urzędników dzielnicy.

 

Wydawało się, że taki koszmarek będzie straszył w dzielnicy przez długi czas, ale w 2014 roku nowy inwestor podjął się wykończenia budynku. Powoli wstawiano okna, elewacje pokrywano panelami i okładzinami, wykańczano wnętrze. Trwały one bardzo długi i jeszcze na początku 2017 roku nie było do końca wiadomo, jakie będzie przeznaczenie budowli. Dopiero wtedy okazało się, że w sierpniu 2017 roku został tutaj otwarty hotel Golden Tulip Warsaw Airport o standardzie czterech gwiazdek, w środku znajdzie się 90 pokoi. I nie będzie to koniec inwestycji hotelowych, bo w miejscu położonej obok kamienicy w podobnym czasie rozpoczęła się budowa kolejnego budynku hotelowego, który w dodatku będzie miał taką samą wysokość jak budowany wcześniej obiekt. Tylko jak to wszystko będzie się prezentować? Czas pokaże…

 

Architektoniczny skansen przy rondzie ONZ

Większość osób jest zdania, że w centrum miasta należy budować gęsto i wysoko. Nie zawsze jest to do końca prawda, ale zasadniczo w najtłoczniejszych miejscach, o najlepszej dostępności komunikacyjnej powstają zazwyczaj najwyższe wieżowce oraz najciekawsze biurowce. Jednym z takich rejonów jest okolica stacji metra „Rondo ONZ”, gdzie jeden wieżowiec już stoi, a kilka innych jest w planach. O dziwo jednak, jeszcze kilkanaście lat temu założenia były zupełnie inne.

Rondo ONZ i jego otoczenie (2008)
Rondo ONZ i jego otoczenie (2008)

Na początku lat 90. XX wieku wokół ronda ONZ nie było w zasadzie nic szczególnego, kilkanaście różnorodnych peerelowskich bloków, niezabudowane trawniki oraz dwie przedwojenne kamienice uzupełniające ten specyficzny krajobraz – Twarda 28 i Ciepła 3. Stanowiły one jedyną pozostałość starych warszawskich ulic, które w tym rejonie miasta już nie przebiegały swoją dawną trasą. Kamienica przy ul. Twardej 28 powstała około 1910 roku dla Lejba Osmosa, zaś sąsiednia kamienica przy ul. Ciepłej 3 powstała w 1881 roku i zyskała sławę jako dom, w którym przyszedł na świat ksiądz Ignacy Skorupka, jeden z bohaterów wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Ich dokładna historia to jednak temat na zupełnie inny wpis. Te dwa budynki jako jedyne nie zostały zniszczone w czasie II wojny światowej, a zgodnie z powojenną urbanistyką pozostawiono je w miejskim krajobrazie aby uzupełniły niedobór mieszkań w zniszczonej stolicy. Jak to zwykle bywa, prowizorka bywa najtrwalsza, więc mimo wybudowania wielu nowych bloków kamienice te przetrwały.

Po przemianach ustrojowych trudno było przewidzieć, jak w przyszłości rozwinie się Warszawa, początkowo nie było więc zbyt wielu chętnych do inwestowania w centrum miasta. Powstawały raczej niewysokie biurowce oraz skromne budynki mieszkalne, realizowane początkowo głównie przez spółdzielnie oraz przez inwestorów prywatnych. Budynki lepszej klasy zdarzały się sporadycznie, ale właśnie takie wybudowano w sąsiedztwie dwóch wyżej wymienionych kamienic. Zamiast wyburzać historyczne kamienice postanowiono uzupełnić zabudowę nowymi budynkami i zasłonić w ten sposób ich odsłonięte ściany szczytowe budynków. Przy ul. Twardej 30 w latach 1992-1994 powstał Biurowiec Dyrekcji Eksploatacji Cystern CPN, zaprojektowany przez Andrzeja Kicińskiego z zespołem jako czteropiętrowy budynek narożny z podcieniami oraz trójbocznymi wykuszami. Na jego tyłach przy ul. Pereca 1a w 1994 roku wybudowano budynek mieszkalny z mieszkaniami o podwyższonym standardzie pod wynajem, uzyskał przyziemie obłożone cegłą klinkierową, wydatny środkowy wykusz ciągnący się przez całą wysokość fasady oraz niewielkie balkony w skrajnych osiach.

Minęło jednak kilkanaście lat, a centrum miasta znacząco się zmieniło. Okolica ronda ONZ zmieniła się w biurowe centrum miasta, na tyle atrakcyjne, że nawet inwestor jest gotów nawet wyburzyć zbyt niski wieżowiec, aby wybudować w jego miejscu większy drapacz chmur. Okazało się oczywiście, że zaledwie kilkupiętrowe budynki w tak atrakcyjnej lokalizacji „nie wykorzystują potencjału działek”, w związku z czym zostaną one w najbliższym czasie zastąpione nową zabudową, prawdopodobnie wysokim wieżowcem. Niskie współczesne budynki po prostu znikną w mrokach dziejów, a przedwojenna kamienice mają zostać częściowo wkomponowane w nową zabudowę jako historyczna pamiątka. Nikt jednak nie wie, kiedy to się stanie i jak naprawdę będzie wyglądać nowa zabudowa w miejscu tego architektonicznego skansenu.

Ulica Pereca – miejscowy plan zagospodarowania przestrznnego
Ulica Pereca – miejscowy plan zagospodarowania przestrznnego

O zmianach, jakie zachodzą w okolicy można też poczytać we wpisie o współcześnie zachodzącej transformacji ul. Pereca.

Tajemnica willi Żabińskich

Ogród Zoologiczny to miejsce znane i chętnie odwiedzane, co widać szczególnie w słoneczne weekendy, kiedy to do kas ustawiają się kilkusetmetrowe kolejki, a na sąsiednich ulicach nie sposób znaleźć miejsce do parkowania. Jednak oprócz zwierząt w ogrodzie zoologicznym znajduje się jeszcze jedno miejsce o dużym znaczeniu dla historii Warszawy, rozsławione przez amerykański film Azyl w reżyserii Nikiego Carro z Jessicą Chastain i Johanem Heldenbergiem w rolach głównych. W willi Żabińskich w czasie okupacji niemieckiej ukrywano bowiem Żydów.

Willa Żabińskiego (2012)
Willa Żabińskiego (2012)

Willa znajduje się w południowo-wschodniej części ogrodu i powstała wraz z ogrodem zoologicznym w 1928 roku z przeznaczeniem na mieszkanie dyrektora zoo. Zamieszkał w nim dopiero drugi dyrektor placówki Jan Żabiński wraz z żoną Antoniną, w związku z czym zwykło się mówić o tym budynku „Willa Żabińskich”. Za ich sprawą w latach 30. XX wieku zoo stało się miejscem popularnym wśród warszawiaków, było też stopniowo rozbudowywane o nowe wybiegi dla zwierząt, w tym lwów i słoni. Niektóre z tych obiektów miały okazać się przydatne w czasie nadchodzącego konfliktu zbrojnego.

Wrzesień 1939 roku był szczególnie tragiczny dla ogrodu zoologicznego, wiele zwierząt zginęło w bombardowaniach, a inne trzeba było zastrzelić lub uśpić, aby przerażone lwy czy słonie nie wybiegli na ulice i nie wzbudziły popłochu wśród mieszkańców. Kiedy do Warszawy wkroczyli Niemcy, wiele zwierząt zostało wywiezionych, w tym słynna „Tuzinka”, jedyne dotychczas słoniątko urodzone w polskim ogrodzie zoologicznym. Choć ogród zamknięto dla odwiedzających, a na jego terenie znajdowały się tuczarnia świń oraz ogródki działkowe, to Jan i Antonina Żabińscy pozostali w swojej willi i zarządzali nowym niemieckim przedsięwzięciem. Wykorzystali to jednak do przeprowadzenia próby uratowania Żydów zamkniętych w warszawskim getcie.

Jan Żabiński posiadał niemiecką przepustkę do getta w celu poszukiwania resztek zwierząt do dokarmiania świń w tuczarni zlokalizowanej na terenie ogrodu zoologicznego. Jednak oprócz nich w wozie getto opuszczali także spotkani przez niego Żydzi, których następnie ukrywał w swojej willi, a opiekę nad nimi prowadziła jego małżonka Antonina. Miejsce nie było oczywiście stuprocentowo bezpieczne, małżonkowie musieli zadbać, aby nikt nie odkrył ukrywających się w budynku gości. W związku z tym z willi na zewnątrz wybudowano specjalny krótki tunel, a w razie zagrożenia pani domu zasiadała przy fortepianie i grała „Piękną Helenę” Jacquesa Offenbacha, co było sygnałem dla ukrywających się Żydów do zachowania ciszy i ewakuowania się tunelem w kierunku bażantarni bądź lwiarni. System działał perfekcyjnie i przez całą wojnę ani razu nie doszło do wpadki. Małżonkowie Żabińscy uratowali w ten sposób od 100 do 300 osób, dzięki czemu w 1965 roku uhonorowano ich nagrodą Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Po wojnie willa była wykorzystywana na bieżące potrzeby ogrodu zoologicznego, a w 2012 roku ją wyremontowano i postanowiono wyeksponować wojenną historię tego miejsca. W pierwszym etapie urządzono izbę pamięci Jana Żabińskiego, w którym częściowo odtworzono dawne wnętrza willi z wykorzystaniem książek z prywatnych zbiorów rodziny Żabińskich, ich zdjęć z okresu międzywojennego, obrazów  przedstawiające dyrektorów ogrodu, a także repliki fortepianu, na którym grała Antonina Żabińska. W kolejnych latach odnowiono także podziemia i dodatkowo wyeksponowano tunel, którym ukrywający się ewakuowali się poza obszar willi. Od maja 2015 roku cały obiekt został udostępniony zwiedzającym.

Niedaleko od budynku umieszczony jest ponadto kamień upamiętniający Jana Żabińskiego, ale oprócz małżonków Żabińskich przy okazji trzeba wspomnieć jeszcze postać rzeźbiarki Magdaleny Gross, która była jedną z kobiet uratowanych przez Żabińskich w czasie II wojny światowej. Jest ona bowiem autorką wielu rzeźb, które znajdują się obecnie na terenie ogrodu zoologicznego – przedstawiają one oczywiście zwierzęta. Kilka z nich wyeksponowano także w izbie pamięci wewnątrz willi.

Kamień upamiętniający Jana Żabińskiego

Najbardziej bieżące informacje o zwiedzaniu willi można znaleźć na stronie ogrodu zoologicznego.

Inny Pomnik Poległych Lotników

Pomnik Lotnika to w Warszawie miejsce doskonale znane, a jego historię kojarzy większość mieszkańców. Pomnik ustawiony w okresie międzywojennym poświęcony był lotnikom biorącym udział w I wojnie światowej oraz w wojnie polsko-bolszewickiej. Na początku znajdował się na pl. Unii Lubelskiej, a po wojnie odtworzony został na osi ul. Żwirki i Wigury, w drodze z lotniska do centrum miasta. Co ciekawe jednak, w Warszawie jest jeszcze jeden pomnik poświęcony poległym lotnikom, tym razem jednak tym walczącym w czasie II wojny światowej.

Pomnik Poległych Lotników (2016)
Pomnik Poległych Lotników (2016)

Pomnik Poległych Lotników znajduje się na Polu Mokotowskim, co też w pewien sposób nawiązuje do historii tego miejsca, bo przecież jeszcze we wrześniu 1939 roku z dawnego lotniska mokotowskiego wykonywano loty zwiadowcze i wojskowe. Położony jest w północnej części parku, w sąsiedztwie al. Armii Ludowej, i chociaż jest dość dobrze wyeksponowany od tej strony, to mało kto zwraca na niego uwagę z samochodu czy autobusu. Spacerowicze rzadko do niego trafiają, bo znajduje się on z boku głównych tras spacerowych przez Pole Mokotowskie. Myślę jednak, że warto jest zboczyć z trasy podczas jednego z kolejnych spacerów i przyjrzeć mu się z bliska.

Pomnik Poległych Lotników (Aleja Armii Ludowej) [2908161356]
Pomnik Poległych Lotników (2016)
Pomnik ma formę wygiętej ściany o długości 38 metrów, który pokryty został nazwami i symbolami kompanii biorących udział w bitwach powietrznych podczas II wojny światowej, nazwiskami wszystkich poległych lotników, ponad murem znalazła się zaś konstrukcja z blachy nierdzewnej o kształcie trzech smug kondensacyjnych. Znajdująca się dookoła brukowana aleja i plac mają też nawiązywać do pasa startowego. Pomnik został odsłonięty 27 sierpnia 2003 roku w obecności prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a obok niego na dużej kamiennej tablicy wymieniono wszystkich pomysłodawców oraz twórców monumentu. Projekt został opracowany przez Tadeusza i Marka Dziewulskich, w komitecie budowy znalazło się kilkunastu emerytowanych lotników, a całość wykonało Biuro Projektowo-Konsultingowe „Stolica”, Zakład Badawczo-Produkcyjny „Mostostal Warszawa” oraz Warszawskie Przedsiębiorstwo Kamienia Budowlanego „Kam”.

Szczególnie warto wybrać się tutaj wieczorem, gdyż podświetlenie pomnika daje dodatkowy efekt i jeszcze lepiej widać nawiązanie do pasa startowego.